28 grudnia 2018

Recenzja książki Marka Wolynna „Nie zaczęło się od ciebie”

Od kogo to wszystko się zaczyna?

Świąteczny czas i końcówka roku to tradycyjnie czas podsumowań i refleksji. Taka też mi towarzyszy po skończonej lekturze książki, pt.: „Nie zaczęło się od ciebie. Jak dziedziczona trauma wpływa na to, kim jesteśmy i jak zakończyć ten proces”, autorstwa Marka Wolynna (Wydawnictwo Czarna Owca).

Książka wpadła w moje ręce po tym, jak bezczelnie zainspirowałam się jednym z gwiazdkowych prezentów, zademonstrowanych w zamkniętej grupie psychoterapeutów (nie ma to jak samodzielnie zrobić sobie prezent po Świętach).

Wstęp książki sprawia wrażenie mocnego dowodu naukowego, który dał podstawy metodzie pracy, jaką Mark Wolynn uskutecznia w swojej praktyce zawodowej. Musiałam sprawdzić biografię autora, bo miałam wrażenie po lekturze książki, że nie jest on psychologiem, ale jedna z oficjalnych stron przedstawia go jako osobę z dyplomem zarówno psychologa, jak i badacza języka angielskiego z ponad dwudziestoletnim stażem. Wolynn powołuje się na osławione już badania Rachel Yehudy i Bessera van der Kolka, szczególnie odnośnie dziedziczenia traumy, w tym wpływu metylacji DNA na kolejne pokolenia.

Dla kogo pisze Mark Wolynn?

Dla osób pracujących w zawodzie terapeuty, a dodatkowo specjalizujących się w terapii systemowej, książka może wydać się dość banalna, a w niektórych momentach nawet za bardzo „pojechana”, szczególnie w przywołanych przykładach z praktyki autora. Niektóre opisy terapii i interwencji wyglądają trochę magicznie, co na pewno trafi do jakiejś grupy czytelników i ich oczaruje. Może to wynikać z konwencji jaką zastosował autor w opisach przypadków (skrótowo i jakby w przyspieszonym tempie), bo w wielu przykładach pokazał wręcz ekspresowe rozwiązania poważnych problemów, czy zaburzeń, z trichotillomanią na czele. No i mamy też wisienkę na torcie (uwaga! to jest ironia dla niewtajemniczonych), czyli odniesienia do Berta Hellingera, ale na szczęście w znośnej i całkiem błyskotliwej formie, bez wędrówek w stronę ustawień rodzinnych, które w Polsce nie są uznawane za naukową metodę psychoterapii.

Bo język ma znaczenie

Dla mnie najciekawsze fragmenty w książce dotyczą kwestii języka, jakim opisujemy otaczający nas świat i zachodzące w nas procesy, m.in. to, w jaki sposób charakteryzujemy noszony przez nas lęk. Dodatkowo dzięki lekturze uwrażliwiłam się jeszcze bardziej na to, co i w jaki sposób pacjenci mówią oraz opisują swoje trudności. Zaciekawiła mnie także metoda pracy autora oparta na szczególnej narracji z pacjentami i myślę, że część wskazówek może być z powodzeniem stosowana w gabinecie.

Na pewno na plus tej pozycji, zaliczam jedną z przywołanych w książce metod pracy z trudnościami, opartą na tworzeniu pozytywnych połączeń neuronalnych, z czym spotkałam się już m.in. w książce Klausa Bernhardta, pt. „Panika”.

Niebezpieczeństwo na horyzoncie

Widzę jednak jedno duże „ale”. Książka jest napisana tak, że sugeruje pracę własną poprzez robienie, opisanych przez autora ćwiczeń. Tu zaczynam mieć wątpliwości, czy jest to odpowiednie narzędzie do pracy własnej. Nie mam przekonania, czy „dokopanie” się do źródeł lęku, depresji czy innych trudności, przy pomocy tej lektury, jest w stanie zastąpić obecność specjalisty (a czasami i farmakoterapii), który może towarzyszyć i pomóc „okiełznać” odkrywane trudne tematy. Obawiam się, że przywołanie, a nawet wypowiedzenie pewnych treści to za mało, aby sobie z nimi poradzić, ale jak zawsze decyzja należy do osoby, która decyduje się na taką formę pracy własnej.

Książka nie pozostaje w moim odbiorze obojętna. Nie wiem tylko, czy jestem w stanie podpisać się z czystym sumieniem pod jej rekomendacją, ale pozostaję otwarta na to co przeczytałam i jednocześnie jestem ciekawa, czy Wy znacie książkę Wolynna? Czy wykorzystujecie podobne narzędzia, co autor, w swojej praktyce zawodowej, a może ktoś z Was próbował pracy własnej, zainspirowany lekturą tej książki? Dajcie znać w komentarzach, jakie są wasze refleksje na ten temat.


Komentarze:

  • ## Ochrona przed spamem w komentarzach: Shield Security oznaczył ten komentarz jako „Oczekuje na moderację”. Powód: Filtr ludzkiego spamu znalazł „pytanie” w „comment_content”##
    Dzień dobry, jestem na końcówce książki Marka Wolynna „Nie zaczęło się od ciebie”. Mam 58 lat i trochę życia już za mną, doświadczenia też i refleksji nad nim (życiem). Nie wiem czy to istotne, jestem nauczycielem w szkole podstawowej a prywatnie bardzo wrażliwą osobą. Przez cały czas czytania książki towarzyszyło mi pytanie (które potem zaprowadziło mnie na stronę Psychonomii i recenzji tej książki) – czy aby w pracy własnej (bez udziału psychoterapeuty) można samemu sformułować pytania o traumę rodzinną. Mnie się nie udało. Choć widzę pewne związki podobnych wydarzeń w rodzinie to jednak nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, że moja trauma to nie moja tylko mojej mamy albo babci…Nie wiem, czy rozważania autora to też część jego dziedzictwa kulturowego(mieszka i wychował się w Stanach Zjednoczonych) i czy można je przełożyć na grunt europejski. Z teorią dziedziczenia traumy rodzinnej zgadzam się, doświadczyłam i zaobserwowałam to na własnym przykładzie. Jednak o uporanie się z nią poprosiłabym wykwalifikowanego specjalistę – psychoterapeutę z doświadczeniem. To moja opinia.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *