28 czerwca 2024

O trudnej sztuce słuchania – recenzja książki „W ogóle mnie nie słuchasz” Kate Murphy

Pomyśl, kiedy ostatnio przy rozmowie z kimś nie mogłeś wytrzymać i chciałeś coś powiedzieć, przerywając rozmówcy? Czy zdarza Ci się dekoncentrować, gdy ktoś mówi, a Ty masz po prostu słuchać? Wolisz komunikować się za pomocą form pisemnych, niż po prostu zadzwonić? A może sam czułeś się niewysłuchany, przerywano Ci i odpowiadano bez poczucia rozumienia?

Nie martw się, nie jesteś sam. Są to coraz częstsze zjawiska, pogłębione jeszcze przez współczesną technologię i styl życia.

Kate Murphy w książce „ W ogóle mnie nie słuchasz” z uwagą, skrupulatnością i ciekawością zgłębia naukowe strony procesu słuchania – fizjologiczną, psychologiczną i społeczną. Poprzez rozmowę z wieloma osobami pokazuje, jakie zagrożenia niesie ze sobą nieumiejętne słuchanie, albo zupełny jego brak.

Nie jest to książka stricte naukowa, chociaż przypisy zajmują prawie 50 stron, ale inspirująca do refleksji. Ja takie mam od pierwszych stron i sama łapię się na tym, jak ciężko mi wytrzymać po prostu słuchając drugą osobę (zarówno w gabinecie, jak i poza nim), bez komentarza, szukania interpretacji i sensu, czy szybkiego ugłośnienia podsumowania tego, co się usłyszało itd. Z drugiej strony dostrzegam ogromną niecierpliwość zarówno u Pacjentów, jak również u osób poza gabinetem, gdy ja o czym mówię, a druga strona nie słucha, odpływa myślami, albo przerywa, żeby samemu coś powiedzieć. Oczywiście w gabinecie może to być oznaka przeróżnych rzeczy, także tych związanych z obronnymi trybami radzenia sobie i moją pracą jest przyglądanie się temu. Jak jednak wytłumaczyć analogiczne zachowania poza gabinetem?
Przecież w wielu przypadkach właśnie tego nam brakuje przez całe życia – bycia dostrzeżonym i wysłuchanym.

Poniżej zostawiam Wam kilka fragmentów, które mnie zatrzymały i zachęciły do refleksji:

„Najbardziej samotni i odcięci od świata najczęściej czujemy się nie po wstrząsających dramatach, lecz w wyniku nagromadzenia sytuacji, w których nic się nie wydarzyło, chociaż mogło i powinno. Mamy wówczas poczucie, że utraciliśmy szansę na nawiązanie więzi, bo kogoś nie słuchaliśmy lub ktoś nie słuchał nas”.

„Często zdarza się, że ktoś przez całe życie interpretuje okoliczności na podstawie sytuacji znanych mu z dzieciństwa – lub sam je stwarza. W sposób wybiórczy zaczyna słuchać osób, których sposób wypowiadania się jest podobny do tego zapamiętanego z pierwszych lat życia, a tym samym wzmacnia wcześniej ukształtowane połączenia nerwowe. Usiłuje się zsynchronizować emocjonalnie w sposób, który wydaje mu się znajomy, jakby podążał wydeptanymi wcześniej koleinami”.

„Słuchanie bardziej niż jakakolwiek inna aktywność, włącza nas w strumień życia. Pomaga nam zrozumieć nie tylko naszych rozmówców, lecz także siebie samych… od niemowlęctwa ożywiamy się na dźwięk ludzkiego głosu i wyłapujemy w nim najróżniejsze niuanse, harmonie i zgrzyty”.

„Słuchać zaczynamy jeszcze przed narodzinami. Ludzkie płody reagują na dźwięki już w siedemnastym tygodniu ciąży, a w ostatnim trymestrze wyraźnie odróżniają ludzką mowę od innych odgłosów”.

„Słuch jest również jednym z ostatnich zmysłów, które przestają funkcjonować przed śmiercią. Człowiek najpierw przestaje odczuwać głód i pragnienie, następnie traci mowę, a potem wzrok. Umierający często do końca zachowują zmysł dotyku i właśnie słuchu”.

A Ty wolisz słuchać, czy mówić?


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *