Niektórym z nas wydaje się, że pod wieloma względami fajnie być narcystycznym. Bo czy nie byłoby wspaniale, aby przejść przez życie, czując się lepszym od innych, z niezachwianą pewnością siebie? Występować wciąż w teatrze jednego aktora i być oklaskiwanym przez innych? Oczywiście, że tak!
Ciemna strona narcyzmu

Nie wszyscy jednak wiemy, że istnieje ciemna strona narcyzmu. Ta fasadowa pewność siebie jest krucha, jak skorupka jajka. Narcyz nie porusza się na kontinuum własnej wartości jak większość z nas, on jest na jej skrajnym brzegu, do momentu, gdy ktoś nie rozbije ich powłoki zarozumiałości. To doprowadza do metaforycznego rozpadu na tysiąc drobnych kawałków. Ta fasadowa krucha powłoka skrywa bowiem głębokie pokłady bólu i niepewności. Najbardziej ukryta i bolesna warstwa narcyza to strach, że jest niczym.
Poprzez krzykliwe, egocentryczne zachowania, narcyz często może emocjonalnie ranić ludzi wokół siebie. Za wszelką cenę nie pozwoli, aby ktoś odkrył jego strach, że jest „niczym”, nawet za cenę emocjonalnego ranienia osób, które są mu najbliższe.
Geneza narcystycznego cierpienia
Skąd się bierze ten strach u narcyza? Jedna z teorii mówi, że wpływ miał na to sposób wychowania przez rodziców, którzy bardzo powierzchownie reagowali na jego zachowanie, wychwalając niektóre, cenione przez nich zachowania, a unieważniając prawdziwe „Ja” narcyza, często dotyczące jego emocji. Tak więc większość narcyzów dorastała w atmosferze zawyżonych pochwał z jednej strony, gdy inne potrzeby, czy przejawy aktywności były ignorowane i unieważniane (w angielskiej terminologii zjawisko to nosi nazwę CEN – Childhood Emotional Neglect). CEN sam w sobie nie powoduje narcyzmu, ale w połączeniu z innymi czynnikami, odgrywa już znaczącą rolę w genezie tego zaburzenia osobowości.
Niektórzy z narcyzów robią coś więcej niż tylko chronią swoją kruchą powłokę. Oni wierzą, że są wyjątkowi i muszą być karmieni pochwałami, a jeśli nie potwierdzają tego inni z zewnątrz, narcyzm sam stworzy osobistą wersję wyjątkowości. I tu zostaje przekroczona granica, kiedy narcyzm może być zagrażający.
Kiedy narcyzm staje się niebezpieczny?

Istnieją 4 cechy narcyzmu, które wchodząc ze sobą w interakcje, sprawiają, że osoba staje się emocjonalnie niebezpieczna. Są to:
- Potrzeba ochrony zawyżonego poczucia własnej wartości, która doprowadza narcyza do desperacji i rozpaczy.
- Potrzeba karmienia swojej wyjątkowości, która narusza granice innych osób.
- Brak empatii dla innych, może czynić go „ślepym” na potrzeby innych oraz doprowadzać do ich łatwego zranienia. Osoby narcystyczne dysponują jednak często empatią poznawczą i potrafią ją wykorzystać do swoich celów, czyli wiedzą, co powiedzieć i jak się zachować, aby uzyskać to, czego chcą.
- Jego przekonanie, że jest kimś wyjątkowym może ułatwiać mu racjonalizowanie swoich działań.
Oczywiście większość narcyzów nie stanowi realnego zagrożenia dla ludzi wokół (z wyjątkiem zranienia emocjonalnego i stosowanych manipulacji, aby zaspokoić swoje potrzeby). Ryzyko bierze się z wymienionego drugiego podpunktu, który mówi o potwierdzaniu swojej wyjątkowości, wykorzystując przy tym inne osoby.
Jak się chronić?

Jeśli masz narcyza w swoim otoczeniu, wśród rodziców, rodzeństwa, przyjaciół lub swojego ex, pamiętaj, że możliwe jest zarządzanie waszymi relacjami w zdrowy sposób. Jednym ze sposobów jest empatia dla ukrywanego bólu, który leży pod narcystyczną skorupą. Należy zrozumieć, że jest to ochrona przed cierpieniem, które zrodziło się w dzieciństwie. Nie zapominajmy jednak, aby w tym samym czasie chronić siebie, czyli utrzymywać swoje granice w nienaruszonym stanie, także poprzez minimalizowanie (technika tzw. szarego kamienia), a nawet zaprzestanie kontaktu z osobą o rysie narcystycznym. Nie zawsze uda nam się uratować relację z osobą narcystyczną. Czasami lepiej po prostu odejść.
Przypisy:
Artykuł powstał na podstawie wpisu: J. Webb, When the Narcissist Becomes Dangerous.
Narcystyczne cierpienie … doprawdy, chyba się wzruszę nad cierpiącym narcyzem.
Jak widzę takie tytułu to mnie niemal krew zalewa. Biedne narcyzy….
Cierpią to ich ofiary.
dokładnie tak.
Cierpienie narcyza zaczyna się wtedy gdy wyżuta juz niemal do cna ofiara zaczyna ignorować i obojętnieć na ataki narcyza.
„kiedy mnie ignorujesz to mnie boli”-powiedział mój narcyz
albo wszyscy odsunęli się od niego i brak podziwu wpędza go w depresję i złość
Tak. Dokładnie. Ja usłyszałam – słyszysz,słyszysz jak mnie boli! Hahahaha..a ja wpuszczam jednym uchem a drugim wypuszczam…wreszcie..po 33 LATACH małżeństwa 🫣
czy zostawilas narcyza czy nauczylas sie stawiac mu granice?
Szukalam informacji w sieci-trafilam tutaj.
Jestem w szoku czytajac Wasze wpisy-bo to jak moje zycie-a bardziej wegetacja.
Jestem ugotowana zaba-emocjonalnie-finansowo i po ludzku.
Z radosnej , dobrze radzacej sobie kobiety zrobil wrak czlowieka, ktory boi sie wlasnego cienia i po dwoch probach samobojczych-nie widzi jakiejkolwiek przyszlosci.
Jest to l tyle szokujece-ze narcyza znam juz bardzo dlugo-zawsze byl tym ,, porzadnym czlowiekiem,,-jednak maska spadla-jak podjelismy decyzje o byciu w zwiazku. Rok idylli-a pozniej stopniowanie piekla.
Witam. W takiej samej sytuacji odnalazłam się. Nie wiem gdzie szukać pomocy, wsparcia. A to piekło jakie przerywamy z takimi osobami może zrozumieć tylko osoba która doświadczyła tego. Może takie jak my, ofiary narcyzów powinniśmy się trzymać razem? Bo nikt inny nas nie zrozumie i nie pomoże.
Powierzchowne zachowanie osób narcystycznych, które rani otoczenie, nie wyklucza, że te osoby są „pokiereszowane” przez życie i opiekunów. Pamiętajmy, że jak sobie uświadomimy, że związek z osobą narcystyczną sprawia nam ból i cierpienie zawsze możemy w miarę możliwości odejść i przerwać kontakt lub zastosować zasadę minimum kontaktu, jak np. są dzieci – raczej taka osoba nie zmusza nas siłą (chociaż może skutecznie manipulować), aby z nią w relacji być/pozostawać. Często to nasz umysł (warto się zawsze przyglądać sobie, dlaczego wchodzimy i pozostajemy w relacji z taką osobą) trzyma nas przy takiej osobie, nawet jak to nas rani. Nie jest to takie zero-jedynkowe, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka.
Relacja z taką osobą oznacza bezustanne narażenie na narażenie swoich granic, kosztem niewolniczej pracy na rzecz ochrony granic narcyza..Mnie męczy zastanawianie się, na ile on to wszystko robi świadomie, na ile nieświadomie? Gdzie jest granica między narcyzmem a psychopatią? Jest dla mnie oczywiste jako ofiary, że jego dzislania to zło w czystej postaci. Narcyz eksploatuje partnera, degraduje, dając w zamian wielkie nic. Tak naprawdę ta relacja to wydmuszka. On jest zaślepiony swoim poczuciem racji i wyższosci-moralnej, że nie widzi ani tego ze krzywdzi, ani ze ofiara cierpi…
Ale słowo moralność w psychologii chyba nie istnieje, czy więc zostawia się te kwestie tylko wymiarowi sprawiedliwosci?Mój partner od 2lat był w terapii, mam wrazenie że manipulował również swoją terapeutką skupiając się na wychodzeniu z depresji związanej z DDA. W gabinecie
znajdował pocieszenie, wsparcie. Widziałam wiele razy jak wracał z terapii jak na skrzydłach! Terapeutka jest dla niego ideałem, któremu ja nie sprostam bo zbyt wiele wymagam..W tym czasie gdy on się pokrzepiał, ja płakałam i lizałam rany po jego atakach. Jestem pewna że o agresji nie mówił psychoterapeutce ani moze jej nie pamietał?Nie zdawał sobie sprawy? Był wobec mnie jak automat. Przemoc psychiczna połączona z werbalną jest okrutna i bezlitosna.Trudno się po tym podnieść
Chętnie popisze jestem na etapie szukam chaty z dala od niego
Od lat nie udało mi się odejść od narcyza … wreszcie od lat obserwowałam go z boku.to nie do uwierzenia co przechodzi osoba w związku z narcyzem.To symbol gotującej się żaby….. dobrze że udało mi się ale tylko w bezczelny sposób pozbyć Narcyza i zarzadac brak kontaktu…. nie mogę dopuścić do kontaktu bo sam z buciorami wejdzie w twoje życie… jest ciężko pozbyć się takiego typu osoby gdzie jest dziecko i wnuczka…. manipulator aktor i robi jeszcze ofiarę z siebie to osoba pusta w środku….. latami czekałam na taki moment że uwolnie się zanim zdołam się ugotować jak ta żaba w garnku…. kiedyś nie było tyle wiedzy….a będąc z narcyzem stać się możemy nikim…walczcie i nie pozwólcie na to.nawet nie warto mu mówić że jest narcyzem bo to człowiek zaburzony… pozbawiony empatii
Nie ma sensu wysyłać narcyza na terapię a już broń Boże na wspólną, bo w obu przypadkach daje mu to przewagę nad Tobą, potrafią zmanipulować psychologów, psychiatrów, wzmacniają się, dokształcają w ten sposób, a jeśli Ty pójdziesz z nim na terapię np małżeńską, to już po Tobie, dajesz mu na tacy pożywkę do znęcania się nad Tobą, gwarantuję, że powróci ze zdwojoną siłą w najmniej oczekiwanym momencie. Ja mojego narcyza chciałam wiele razy ratować, pomagać, tyle, że po 20 latach związku to ja jestem wrakiem, zaczęłam leczenie u psychiatry bo nie radzę sobie z lękiem, który towarzyszy mi przez cały czas, i który on mi zafundował, natomiast on ma się całkiem nieźle, dodam, że najgorsze piekło zaczęło się po ślubie, zapytacie to po co się żeniłaś z psychopatą, ano dlatego, że nie interesowałam się wtedy za bardzo psychologią, to raz, a dwa to mniej więcej rok przed oświadczynami zmienił się znowu w anioła, takiego jakim był na początku, żeby mnie omotać. Dochodzi do tego presja rodziny na ślub, zwłaszcza mojej matki. Myślę sobie, już mu przeszło, dojrzał, uspokoił się.. Po ślubie szybko wrócił do formy, wszystko bardzo dokładnie zaplanował, wmanewrował mnie w swoje biznesy, tak, żebym to ja była za wszystko odpowiedzialna ale jednocześnie posłusznie wykonywała wszystkie jego polecenia, przejął całkowitą kontrolę nad finansami, w domu stworzył atmosferę strachu i terroru, to działo się tak stopniowo i tak po mistrzowsku w jego wykonaniu, że nawet ludzie mądrzejsi i bardziej doświadczeni ode mnie dali się mu nie raz nabrać i złapać w swoje szpony, tyle, że to osoby z zewnątrz, wcześniej czy później od niego odeszli, mnie nie udało się odejść od niego do tej pory, narcyz robi pranie mózgu, mimo, że byłam zaradną, pracowitą, wysportowaną osobą, zawsze najlepszą uczennicą, to teraz boję się własnego cienia, wmówił mi, że bez niego nie dam sobie rady. Nie piszę tego wszystkiego, żeby się nad sobą użalać, bo współczucie i tak mi nie pomoże, tylko odbudowanie wewnętrznej siły, a ten proces trochę zajmie, ale jeśli uda mi się uratować chociaż jedną osobę przed tymi bezdusznymi potworami i wampirami energetycznymi to będę szczęśliwa, że moje doświadczenie kogoś uchroniło przed nimi. Na mojej drodze było wiele alarmujących flag, ale je ignorowałam, drugi raz już nie dałabym się w to wpakować. Najlepszym testem dla nich jest bardzo stanowcze i asertywne NIE. Będą nieraz próbowali stawiać Cię w niekomfortowych sytuacjach (dokładnie wiedzą czego nie lubisz, co Cię denerwuje), i to jest właśnie ten moment, powiedz, NIE, nie chcę tam jechać (bo nie mam tam co robić), nie, nie mam ochoty spotykać się z Twoją siostrą (bo jest wredna i zazdrosna), nie, nie mam czasu tego dla ciebie kupić, przynieść (bo jestem zmęczona i sam możesz to zrobić) itd itp, będą testować w nieskończoność ile jesteś w stanie dla nich zrobić, jak bardzo mogą Cię poniżyć, wykorzystać, oni nigdy nie zapytają, jak się czujesz, jakie masz plany, co Ty chciałabyś zrobić, bo mają to w dupie, jego stały tekst: weź się uspokój, nie rób scen (kiedy ja odpowiadałam bardzo grzecznie jednym zdaniem). Jeśli narcyz uświadomi sobie, że jesteś asertywna i Twoje granice są nie do przebicia to da spokój, prawdopodobnie odejdzie, wtedy olej wyrzuty sumienia, które po sobie zostawi, natomiast z normalną osobą jesteś w stanie wypracować jakieś obustronne ustępstwa bez całkowitej rezygnacji z siebie. I to jest ta kluczowa różnica. Narcyz zepsuje Ci każde wyjście, każdy wyjazd, zrobi chaos w Twoim życiu, ile byś nie sprzątała to zawsze jest bałagan, kiedy on jest w domu. Życzę z całego serca wszystkim ofiarom narcyzów, żebyście znaleźli światło w tym ciemnym labiryncie bez wyjścia, w którym teraz jesteście, żebyście pamiętali, że nie jesteście sami. Jeśli z różnych powodów musisz wytrwać w tym związku to zacznij robić dokładnie to co on, obserwuj go, szukaj błędów jakie popełnia, wyzbądź się wszelkich uczuć i emocji wobec niego (on nie ma żadnych wobec Ciebie, nie miał i nigdy nie będzie mieć poza pogardą), nie mów, tylko słuchaj, nie uzewnętrzniaj się z niczym przed nim (zniszczy wszystkie Twoje plany, a Twoje słabości wykorzysta przeciwko Tobie), nie opowiadaj mu o żadnych problemach swoich lub swojej rodziny, rozmawiaj jak z głupkiem i sama udawaj głupią, kiedy Cię atakuje zachowaj pokerową twarz (ma być bez żadnych emocji, focha itp), narcyzi są bardzo przewidywalni i powtarzalni, ale też czujni, poćwicz wcześniej przed lustrem, nie reaguj jeśli celowo się uderzy, skaleczy, głównie żeby zwrócić Twoją uwagę, uwielbiają robić pokazówę, bądź robotem i rób swoje jak gdyby nigdy nic. Nie dzwoń, nie pisz do niego jeśli nie wraca, chociaż miał być kilka godzin temu. Robi to specjalnie. Ja zawsze się denerwowałam jak wychodził wieczorem z kolegami i wracał o 4 nad ranem a miał być przed północą, wydzwaniałam do niego, jego kolegów, nie spałam, czekałam, a on wracał zadowolony jak gdyby nigdy nic, tłumaczył mi, że szukał dziewczyn dla kolegów plus do nocnych klubów też im się zdarzyło zajrzeć. Często w środku nocy przyprowadzał mi do mieszkania tych 'kolegów”, zachowywali się głośno i zawsze mnie budzili, wstawałam do nich, udawałam, że wszystko ok, czasem nawet niektórych odwoziłam do domów, ale pewnego razu powiedziałam mu trochę ostrzej, że nie życzę sobie już takich sytuacji, to zrobił mi jeszcze awanturę, że on nie będzie mnie pytać kiedy i kogo może przyprowadzić ( jego znajomi często bywali u nas w ciągu dnia, ale zachlane żule w środku nocy? no litości..) To wyobraźcie sobie, że jeszcze go przepraszałam. On obrażony chodził spać do drugiego pokoju. I potem było jeszcze kilka takich sytuacji, aż w końcu budzę się pewnego dnia (on spał po kolejnej nocnej eskapadzie oddzielnie) i myślę sobie, przecież ja mam już tego dość, to nie jest żaden związek, ja nie jestem już sobą, chcę siebie z powrotem, bardzo dobrze mi się bez niego spało, do niczego go nie potrzebuję, to wszystko już mi się już po prostu znudziło, i to był moment, kiedy oficjalnie emocjonalnie z nim całkowicie zerwałam, gdyby nie zależność i odpowiedzialność finansowa to tego samego dnia bym się wyprowadziła, bo nagle odejście od niego stało się takie proste. Pracuję nad rozwiązaniem wszystkich spraw, po rozwodzie wszystko by mi utrudnił, zaczęłam dbać o zdrowie psychiczne, tyle na ile mogę. Sklejam połamane skrzydła. Odejdę przygotowana, bez wcześniejszego uprzedzenia, a na pożegnanie powiem mu: uspokój się, nie rób scen (frajerze)
Witam . Czy może Pani odezwać się na meila bardzo Pani mądrze gada . Jestem ciekawa co u Pani dalej i tak po pisać
Czy ja również mogę poprosić o kontakt? Jestem niemal w identycznej sytuacji wyłączywszy pijanych kolegów. Codziennie chodzę rozdygotana po czymś, co zrobił bądź powiedział, i nigdy nie wiem, co spotka mnie kolejnego dnia. Wczoraj wyrzucił z kabiny łazienkowej część rzeczy, których używam do kąpieli – płyn, odżywka do włosów, pianka do golenia, mówiąc „to nie powinno tu stać”. Oczywiście jego płyny do kąpieli i szampony stoją nadal. Dodam, że w domu nie panuje bałagan. To istny śmietnik. W salonie i jadalni stoi plastikowa beczka, pozbijane listwy, siatki z butelkami, wiaderka, maszyny warsztatowe, porozrzucane opakowania, folie, etc. Gubię się, po wielu latach praktycznie przestałam sprzątać, bo to nie ma sensu. Najpóźniej kolejnego dnia wszystko wraca do „normy”. I ten człowiek mówi mi „to nie powinno tu stać”. Rozmawialiśmy o tym. Oczywiście wszystko odbija się jak od ściany. Gdy rano zapytałam, czy zebrał te rzeczy, westchnął i ze stoickim spokojem odpowiedział „Przecież to nie powinno tam stać”. Ta sytuacja i sposób wypowiedzi mnie przeraziły. To już jest tak chore i abstrakcyjne, że zaczynam się bać. Natknęłam się na facebookowe konto Patryka Janasa i grupy wsparcia dla „partnerek i partnerów” narcyzów. Wszystkie te wpisy to kalka wyjęta z mojego życia. Ja również jestem w pełni zależna finansowo, szukam pracy. On widzi, że się budzę, więc obawiam się, że będzie jeszcze gorzej. Zwyczajnie się boję. Tym bardziej będę ogromnie wdzięczna za kontakt.
Czy moglabym prosic o kontakt? Mam w domu doroslego syna narcyza i przezywam dramaty.. chcialabym prosic o rady i podpoeiedzi bo sie pomalu wykanczam. Od agresji slownej np. Nienawidze cie, obwiniania, po milczenie jako kara. Masakryczny bol dla matki. Z gory dziekuje za kontakt
Dzień dobry,
Jestem w podobnej sytuacji.
Proszę się odezwać do mnie na maila chciałabym z panią porozmawiać,
Bardzo wspòłczuję Pani, ja po 6 sciu latach odeszłam i jeszcze cierpię, wszystko dokładnie Pani opisała i można dodać jeszcze duzo więcej. Życzę Pani wytrwałości i wszystkiego dobrego na nowej drodze życia, znalezienia prawdziwej miłosci💖
Nie można uciąć relacji z mężem a potem własnym synem…
Mąż miał dobre dzieciństwo ale matkę,która była skupiona na nim… Więc gdzie ta trauma narcystyczna?
Syn patrząc na ojca chyba przejął…Bo ja nie byłam skupiona na jednym dziecku mając czworo…
Zawsze można odejść? Śmiechu warte. Syndrom sztokholmski jaki towarzyszy uwikłanym ofiarom narcyzów sprawia że nienawidzą go i nie potrafią odejść nawet do końca życia! Udręczone psychicznie tkwią w tym…i jakoś nie odchodzą! Proszę poczytać trochę na ten temat, bo z tych związków się tak łatwo nie odchodzi, już narcyz o to zadbał!
Nie zgodzę się z Panią. Osoby, które tkwią w niezdrowych relacjach, nie są pozbawione wszystkiego. Jeśli są fizycznie lub psychicznie krzywdzone to należy zwrócić się po pomoc, np. do różnej maści fundacji. Rozumiem, że mają swoje historie i wzorce relacji wyniesione z historii życia i pozostają w czymś niezdrowym dla siebie z różnych powodów, ale nie ma sytuacji bez wyjścia. Wiem, że to trudne, ale nie niewykonalne. Nie można tak generalizować, bo utrwala to tylko niezdrowe wzorce.
Psycholog tylko słucha,rad żadnych,mieszkania nie ma gdzie iść ani za co ,chyba że do noclegowni- nie ma szans.Takie coś można radzić ,gdy się ma gdzie wyjść i za co żyć.
Zgadza się, psycholog czy psychoterapeuta nie są w stanie zapewnić instrumentalnych rozwiązań, to nie nasza rola. Nie zgodzę się jednak, że one nie istnieją. Są m.in. fundacje, czy ośrodki interwencji kryzysowej, trzeba się jednak zaangażować i aktywnie szukać wsparcia, a nie tylko pozostawać w roli bezradnej osoby, bo jednak świat jest tak skonstruowany, że nic nam z nieba samo nie spadnie. Ogólnie warto dbać o siebie całe życie i nie dopuszczać do uzależnienia od drugiej osoby, właśnie na taką okoliczność. Zawsze wspieram kobiety, aby były niezależne, pod względem pracy i finansów, żeby sobie poradziły w każdej sytuacji. Jeśli ktoś wybrał np. opiekę nad domem zamiast pracy, musi zawsze liczyć się z ryzykiem. Starajmy się zwiększać swoją sprawczość i działać, a nie liczyć, że coś ktoś nam podaruje, bo to się po prostu nie zdarza, albo bardzo rzadko.
Odejść… Jestem mezem ktory slubował wierność na dobre i złe. I chce dotrzymać słowa ale… Juz nie daje rady. Jest tak odporna, tak bezwzględna. Dzisiaj, poczulem.sie jak nic nie wart nikt, calkowicie nikt… Tak, mam ukkchane dzieciaki ktore daza.mnie miłością i sa moim zyciem ale gdy wróciła z oracy… Jakby sam szatan był obok. Poteznie dzisiaj to odczulem.
Wiele razy miałem wrażenie ze przebilem sie przez zatwardzialą, pozbawioną emocji i ciepła skoruoe i dotarlem do jej wrazliwego ja… Ale to tylko chwile. Nie wuem co robic… Jest potężna… Niewyobrazalne jest dla mnie byc kims tak bezwzglednym, twardym jak kamień – nie umiem tego zrozumiec.
Doskonale Cię rozumiem. Mój mąż to narcystyczna toksyk podupadłem na zdrowie przez niego brak mu empatii i serce ma z kamienia. Jednak pytanie jak odejść od niego. Niestety jestem ja i dzieci na jego utrzymaniu. Ponieważ sam tak chciał abym nie pracowała a usługiwała w domu. Dzieci juz podrosły a ja nie mam nic tak naprawdę . Jeszcze cham teraz powie to czemu nie idziesz sobie do pracy. Manipulant mi zniszczył zdrowie i kregoslup od codziennego dźwigania zakupów . Na bawiłam sie tez, nerwicy lekowej.
Zachęcam do wzmocnienia swojej autonomii. Pierwszym krokiem wg mnie powinna być samodzielność finansowa i podjęcie pracy. Bez tego będzie Pani cały czas od kogoś zależna, a tym samym będzie trudno cokolwiek egzekwować czy stawiać granice. Trzymam kciuki za podjęcie działania i pracę.
Dokładnie. Czasem latami zanim uświadomią sobie, a raczej ktoś (psychiatra) im uświadomi z jakim zaburzeniem osobowości mają do czynienia.
Tak zgadzam się …ledwo żyję jestem kłębkiem nerwów i zaczynam czuć się jak wariatka bo jest czułość sex a zaraz potem przeciwieństwo i jak tylko próbuje powiedzieć że to mnie boli itp to naśmiewanie się lub prześmiewcze testy i “rób co chcesz” albo “to tylko twoje zdanie” albo “to twój problem” …a czyje niby to ma być zdanie lub czyjej żony 🙈brak sił i słów …terapia to nie pomoże nie wierzę tylko w cud 🙏🏻🥺😢😭nie czuję się kochana wręcz niewidoczna lekcjewazona i poniżona …bo nawet o sex się proszę lachę robi we wszystkim i jeszcze potrafi karać mnie brakiem czułości …bo źle się zachowałam
Z seksem miałam dokładnie to samo. Gra tym co dla Ciebie ważne. Czułam się zawsze bardzo kobieco i seksualnie. Przy nim zakopałam w sobie potrzebę seksu i podobania się.
Mimo, że krzyczałam że już jie chce i nie mogę w tym związku być to jednak byłam. Widząc co raz więcej ostatecznie i tak dawałam się przekonać że to ja czuję i widzę źle. „robię dramę”. W końcu wybuchałam co raz częściej… Aż znalazł inną ofiarę. Po prawie dwóch latach (oczywiście z pomocą psychologa) mogę powiedzieć, że myślę obok niego trzeźwo.
Witam Panie i panów, łącze się w bólu z wami , też jestem ofiarą narcyzki, byliśmy parą 2lata a znaliśmy sie 5lat , ona zakończyła relacje , i wtedy oczy sie dopiero otworzyły jaki ten związek był, jakim ona człowiekiem była. Duzo by tu tego napisać bo schemat działania narcyza jest taki sam , wiec powiem wam , dbajcie o siebie o swoje granice zainteresowania hobby rodzine i znajomych , bądźcie cierpliwi i ufajcie swoim przeczuciom intuicji , one mało kiedy zawodzą. W moim przypadku mozna powiedzieć że mnie uratowały.
Bzdura
Empatia bliskiej osoby powoduje wzrost i tak już wybujałego ego narcyza. Po krótkim czasie narcyz potraktuje empatę jako osobę słabą, głupszą, niegodną narcyza. Będzie ją poniżał i ośmieszał właśnie przez to że okazała mu współczucie i uczucia.
Ta droga w realnym życiu nie prowadzi do normalnych relacji z narcyzem, wrecz przeciwnie – do wykorzystywania i poniżania drugiej osoby.Narcyz nienawidzi słabości nawet u siebie, a uczucia innych to właśnie w jego rozumieniu słabość.
Nakarmi się zainteresowaniem, uwagą i empatią partnera i odpowie pogardą, umniejszaniem jego wartości i odrzuceniem.
Zawsze.
Empatia co do osoby narcystycznej ma nam przede wszystkim pomóc w podjęciu decyzji, czy chcemy i mamy siłę w zdrowy sposób pozostać w tej relacji, czy jesteśmy gotowi odejść. Empatia szczególnie poznawcza, czyli, że wiemy „o co w tym wszystkim chodzi” zwiększa świadomość, rozszerza perspektywę i pomaga w zdrowych zachowaniach, nie jest równoznaczna z wypełnianiem wszystkich zachcianek narcyza.
Nie można pozostać w zdrowy sposób w relacji z narcyzem, jedynym sposobem na uchronienie siebie jest odejście, terapia i całkowity brak kontaktu. No chyba że ktoś ma dzieci z narcyzem, wtedy kontakt tylko w sprawie dzieci. Nie ma możliwości życia z narcyzem i zachowania zdrowia psychicznego.
Prawda mąż zniszczył .mnie,moje zdrowie, niestety kiedyś nie było tak mądrych informacji,minęło 54 lata,jestem wrakiem człowieka, a na starość jest coraz gorszy,mściwy, jak go zdemaskowałam stał się agresywny , dusił mnie ,a teraz jak wie że nie mam już bliskiej osoby z którą mogłabym porozmawiać ,jest jeszcze gorzej , obrażony za byle co ,jak zwrócę uwagę ,lekceważy ,a przy dzieciach jaki wspaniały,,czekam tylko na odejście
Musi być jakiś sposób żeby Pani pomóc. Proszę się nie poddawać!
Niestety tu się zgodzę. Byłam zwodzona przez narcyza, że się uczy, dopóki nie zrozumiałam, że zaczyna tracić do mnie resztki szacunku. Stałam się szara i brzydka, bo oferowałam wysiłek by otrzymać to, co dostaje metodą oszukiwania od razu.
Otrzymałam właśnie to:
„Nakarmi się zainteresowaniem, uwagą i empatią partnera i odpowie pogardą, umniejszaniem jego wartości i odrzuceniem.”
Tak, potwierdzam tę tezę. Będąc w bardzo długim już związku z narcyzem doświadczam poniżania, nieustających zdrad i kłamstw. Obarczanie winą za wszystko. Kiedy wyrażę empatię w jego kierunku, następuje atak na mnie.
Dokładnie tak.
Mój narcyz powiedział dokładnie to samo „kiedy mnie ignorujesz to mnie to boli”
I tak trzymać
Ja swojemu mówię, boli mnie jak ignorujesz mnie i moje potrzeby, jestem narcyzem?
A czy partnera „nienarcyza” nie boli jak ktoś partnera inną osoba go ignoruje???
Tylko że jeśli rozmawiasz z człowiekiem nie narcyzem to jest to rozmowa racjonalna np : Moja siostra będzie chrzestna a później dzień przed chrzcinami powie Ci że nie będzie lub w tym samym dniu robienie z drugiego człowieka idiotę lub zarabia pieniądze a ty siedzisz jak dziad a on kupuje drugie samochody i jeszcze tym szkaluje rodzine wyłącza prąd wodę zakazuje używać zmywarki pralki bo drogo a zarabia 50 tys na miesiąc
Przezylam pieklo z narcyzem i psychopata. Moje przezycia to temat na książkę lub artykul
Obecnie mój związek z narcyzem chyli się ku upadkowi. Nie jestem w stanie uwierzyć jak osoba, która niby mnie kocha jest w stanie odrzucić mnie za umieszczenie zdjęcia na Facebooku w minutę i nie odzywać się do mnie przez tydzień. Potem zadzwonić do mnie z pytaniem jaka mam propozycję na rozwiązanie problemów w związku. Oczywiście nie usłyszałam żadnego wyjaśnienia, żadnego przepraszam. Za to usłyszałam milion zarzutów jaka jestem zła i niestabilna emocjonalnie, że to ze mną jest coś nie tak. Na każde moje wyjaśnienie, tłumaczenie za chwilę był kolejny zarzut i tak w kółko. Jestem już naprawdę zmęczona i wiem, że zasługuje na lepsze traktowanie i to nie jest normalne. Ciężko się rozstać, jeszcze ciężej zostać w tej relacji. Najbardziej przerażający jest ten chłód i obojętność emocjonalna, zero empatii, wyrozumiałości. To jest wprost niewyobrażalne, także empatię to trzeba mieć wobec siebie i uciekać.
Mam dokładnie to samo, chętnie bym z tobą porozmawiała.
Również przyzywam horror z narcyzem …,psycholem pozbawionym uczuć i empatii …Obrzydliwym manipulantem ,przeświadczonym o swojej wyjątkowości …To wyczerpujące psychicznie życie z takim popaprańcem :((
Też już straciłam zdrowie przy narcyzie i nie mam siły na urządzanie życia na nowo.
Witam w klubie
Chętnie popisze przeżywam horror na zywo
Narcyza spotkamy wszędzie.
Jest nim czasem wścibska sąsiadka,ekspedientka, przemądrzała sprzątaczka w urzędzie,listonosz,szef,nauczycielka, lekarz, mąż, żona, dziecko a nawet matka. Wy tu piszecie o horrorze bycia w związku partnerskim z narcyzem. A co zrobić jak mamy w swoim życiu wielu narcyzów naraz? Na przykład szef w firmie jest narcyzem i nasza matka też. Człowiek musiałby uciekać od wszystkich bo potencjalnie w każdej osobie może kryć się narcyz który zacznie ssać z nas energię poprzez denerwowanie nas. Ja miałam pecha spotkać w życiu mnóstwo narcyzów – moja matka, były partner, sąsiadka i szef w pracy.Jedynie moja przyjaciółka i jej rodzice są normalnymi ludźmi. Oni nie rządzą mną i nie krytykują mnie.
Inni którzy mnie otaczają stale mają do mnie jakieś pretensje – że jestem za chuda, że jestem dziwna, że nie zasłużyłam na szczęśliwe życie, że powinnam upaść na dno, że jestem zła.
Ciągle tego słucham od matki,szefa i sąsiadki. Unikam sąsiadki. Z matką ograniczyłam kontakt telefoniczny. Matka narcyzka nie lubi się z sąsiadką narcyzką. Narcyzi coś nie lubią się z innymi narcyzami.
Tak więc nie ma sposobu na to żeby uniknąć kontaktu z narcyzem/ narcyzką bo to może być każdy z kim mamy kontakt ( nawet kasjerka w sklepie).
Jedynie co możemy zrobić to unikać bliższego kontaktu z taką osobą żeby nie dać jej naszej energii.
Mam to samo….
Horror,zawsze jestem winna,chociaż by zamieszał mnue z błotem ,powyzywal od wszystkiego na co można wpaść ,obraził każdego z mojej rodziny to na końcu usłyszę zawsze,ale to Zawsze:ze to ze mną jest cis nue tak i mało tego to Ja potrzebuje psychologa ,terapii a najlepiej zakładu psychiatrycznego !
Wiele przeszłam w życiu i czasami sama nie wierze własnym oczom i uszom .Najgozej jest odejść …
Moj narcyz po kilku dniach piekła podchodzi z pozornym pogodzeniem się po czym znowu słyszę ze musimy coś ze mną zrobić bo tak nie może być dalej…i tak w kółko
Bo to prawda Ty potrzebujesz terapii na pewno po wszystkich przejściach z narcyzem myśle, że każdy potrzebuje żeby sie odbudować i wzmocnić deptane wcześniej poczucie wartości także potraktuj to jak no właśnie potrzebuję terapii 😁 terapia to super sprawa ❤️
Mam tak samo .Chętnie popiszę .
Boże mogłabym się pod tym podpisać. 11 lat. Jestem na wyczerpaniu
Boże to samo przechodzę,masz ochotę pogadać?Ja to jestem psychiczny wrak człowieka.
Masakra też trafiłam na Narcyza niestety i ciężko odejść
Tez probuje odejsc od narcyza i mam z tym problem. Malo ludzi mnie rozumie bo trzeba byc z narcyzem zeby wiedziec jak trudno odejsc. Mam nawet terapie ale jeszcze malo pomaga.
Ciekawa jestem czy udalo Ci sie odejsc.
Ja przez wiele lat wysłuchiwałam że gdybym POWAŻNIE traktowała jegomościa,miałabym udany związek,poważne traktowanie i zachowywałby się racjonalnie.Ale to niby ze mną się nie dało na poważnie 🤕🤕🤕masakra
Witam, mam identyczną sytułacji w domu
Jestem zniszczona psychicznie I zastraszona bardzo bym chciała odejść, zmienić wszystko ale nie wiem jak. Mam odczucie jak bym umierała od środka. Fanie by było porozmawiać z drugą odobą co orzechodzi lub przeszła I udzieli mi rady.
Hej . Przeczytałam wiadomość . Możesz do mnie się odezwać na ten MEiL . Też byłam z Narcyzem . Wsparcie zawsze się przyda
Witam w klubie…..z narcyzem trzeba dojrzeć do tego że też jesteśmy ważni a narcyz jest niczym… czerpie energię z bliskich… zadufany w sobie…. jak takich ludzi można nie leczyć…. to powinna być choroba zdiagnozowana jako nieuleczalna ale jak tych typów leczyć jak oni nie mają empatii…. nie wiedzą że muszą się leczyć…. czemu nie jest to piętnowane…….. ile osób zniszczyli…. to psychole….psychopaci…. zobaczcie ile osób tutaj jest…. zniszczonych psychicznie przez tych nieudaczników życiowych zapatrzonych w siebie…. chronić się przed narcyzem i odejść zostawić pustaka który karmi swoje ego!!!!
Napisz jak czujesz się źle ja to przeszłam wiem o co chodzi
To samo ja teraz przechodze..Po 14 latach powiedzialam nie…w moim zwiazku nie moglam sie smiac..nie moglam sie cieszyc ..nie moglam byc szczesliwa..nie moglam niczego robic co Mi sprawiao przyjemnosc…gdy to widzial odrazu szukal pretekstu do klotni..ciagle obrazanie i wszystkiemu ja jestem winna…od 2 lat zaczelam Go ignorowac i zyje Jak chce .postawilam granice…jest Mi z tym duzo lepiej i czekam AZ sie wyprowadzi Ale Jakos sie nie spieszy
” w moim zwiazku nie moglam sie smiac..nie moglam sie cieszyc ..nie moglam byc szczesliwa..nie moglam niczego robic co Mi sprawiao przyjemnosc…gdy to widzial odrazu szukal pretekstu do klotni..”
Dokładnie takie samo mam wrażenie. Podskórnie czuję, jak nie powinnam się zachowywać, co nie powinno mnie cieszyć, choć cieszy, a jeśli cieszy — mogę spodziewać się konsekwencji. Chodzę na paluszkach. Myślałam, że coś jest ze mną nie tak. Szczęście w nieszczęściu, gdy coś mnie nurtuje – szukam odpowiedzi, również w Internecie. Jego rozbuchane ego, skłonność do przechwałek, poczucie wyższości, naprowadziły mnie do wertowania informacji o zachowaniach narcystycznych. I to był strzał w dziesiątkę. Niestety. Dowiedziałam się i wciąż dowiaduję więcej, niż mogłam wcześniej przypuszczać. Wciąż jestem w szoku. Boję się własnego cienia. Czasem wydaje mi się, że zachowuję się paranoicznie, a to dlatego, że zdaję sobie sprawę, że jest w stanie posunąć się bardzo daleko i nie ma skrupułów ani granic, których by nie przekroczył. Boję się pisać, bo mógłby namierzyć komentarze czy posty. Boję się mówić głośno, bo wiem, że ma w komputerze zainstalowany program, który nasłuchuje. Wspominał o tym przy swoich rodzicach. Często pracuje w systemie home office, i ten program podobno zainstalowała firma. Nie mam pojęcia, czy to prawda, ale wolę dmuchać na zimne. Miałam spotkanie online z psycholożką, toteż musiałam mówić na głos. Czuję się osaczona, a moje możliwości są mocno ograniczone, ponieważ wciąż szukam pracy. Rozpisałam się, ale czytam Wasze wpisy i odkrywam, że to, co wydawało mi się absurdalne, wcale takie nie jest… Kiedy cieszę się w sposób infantylny – jest ok. Kiedy coś sprawia mi autentyczną, pełną radość – czuję obawę, że za moment za to zapłacę. Podobnie jest, kiedy zrobię coś, co w jego mniemaniu jest nie tak. Wiem, że się na mnie zemści wcześniej czy póżniej. Przykład: umawiamy się, że będziemy uprzedzać się o swoich planach bądź konsultować się między sobą. Następnego dnia w mojej obecności tę umowę łamie. Umówił nas oboje na wyjazd do kolegi bez pytania mnie o zdanie i mimo, że mam jechać do innego miasta i odebrać stamtąd syna po operacji. Siedzę cicho, bo paraliżuje mnie lęk. Kiedy dzień później usiłuję połączyć swoje plany z wyjazdem, który ustalił, i to mi się nie udaje – milczy, czuję, jego wściekłość, zatrzaskuje z całej siły drzwi od samochodu, po jakimś czasie wrzeszczy, i znów panuje cisza. To ja mam się tłumaczyć, ja mam przepraszać. Twierdzi, że chwilę wcześniej powiedziałam, że go oszukałam. Nie powiedziałam niczego takiego. Kulę się w sobie ze strachu. Nadszedł weekend, zrobił się miły, uśmiechnięty. Nagle odwrócił się w moim kierunku i zrobił mi awanturę. Zaczął mnie straszyć grożąc wywołaniem sytuacji, o których wie, że bardzo się boję. I tak przez kilka godzin. Emocjonalnie po prostu mnie zdeptał, po czym…zabrał mnie na rolki i spacer po parku. Oczywiście żadnych przeprosin nie było. Robiłam wszystko, żeby tylko się uspokoił, żeby to patroszenie wreszcie się skończyło. Żeby znów było „dobrze”. Kilka dni później temat znów został wzięty na tapet. Kiedy wreszcie jakimś cudem przyznał, że zawalił, bo mimo wcześniejszych ustaleń podjął decyzję za nas oboje, od razu zapytał, czy teraz go przeproszę. Zdębiałam. Powiedział, że zawalił sprawę i domaga się za to przeprosin. Boję się okazać szczęście, boję się protestować, boję się upominać o szacunek, kulturę, sprzątanie po sobie, dotrzymywanie słowa, boję się zaprosić synów w odwiedziny, boję się wszystkiego. On twierdzi, że mój strach jest kompletnie irracjonalny i oczywiście, że absolutnie nigdy nie chce mnie zastraszyć. Jednocześnie, kilka minut później robi coś kompletnie przeciwnego: rozrzuca w świeżo wysprzątanej łazience swoje przepocone ubrania i wysypuje z kabiny prysznicowej na podłogę moje kosmetyki do kąpieli mówiąc, że nie powinny tam stać. Jeśli zwrócę mu uwagę, robi kolejną awanturę. I tak w kółko. Nie mam już siły. Szukam pomocy, wsparcia, osoby do pogadania, bo już sobie nie radzę.
Ja zaczynam odchodzić od narcyza gdy zauważyłam że to narcyzm ,chociaż jestem krótko w tej relacji bo od kwietnia a mamy wrzesień to już czułam się w klatce nie mogłam nic zrobić bez wiedzy jego .Od początku znajomości zaczął mnie kontrolować,obsypywać prezentami rzeczami które nie były mi potrzebne ale też kupował takie których potrzebowałam bardzo szybko bo już na drugiej randce chciał rządzic i na trzeciej zostałam upokorzona wyzwiskami na K…które później wyjaśniał że go sprowokowałam że to przezemnie bo zaczęłam się go bać bo krzyczał był agresywny .Musiałam wszystko robić tak jak on chce i natychmiast bo jak nie to znalazł taki argument że głupie wyjście do sklepu po coś czego potrzebował to musiałam od razu nie ważne było że jestem zmęczona po pracy on odrazu mówił że on też pracuje i też jest zmęczony bo jest kierowcą i bywał w domu raz na miesiąc a ja szybko szłam że by się nie denerwował i był zadowolony ze mnie bo już coś kupił i przywiezie więc muszę się odwdzięczyć ja tak to rozumiem teraz że o to chodziło .Gotowałam mu na wyjazdy starałam się s jak czegoś nie zrobiłam to od razu klutnia .Odizolował mnie od dzieci od koleżanki od brata bratowej tyle że dzieci nie odepchnął aż tak bo one widziały co to za gagatek więc pilnowały że by nie stała mi się krzywda ale dużo by mówić nawet jak to tylko chwila z nim .Ale to początek burzy bo dopiero zaczynam odchodzenie i się wacham bo zmanipulował mnie na wszystkie sposoby .Raz jest miły raz oschły więc dalej mną manipuluje ,mam nadzieję że się ockne i odejdę na dobre
I jak dajesz radę? Ja dopiero teraz, po 8 latach związku, odważyłam się poszukać Was w internecie, choć nie mam pojęcia czy nie jestem inwigilowana.
To taki mój 'coming out’ – mój partner jest Narcyzem.
Wszystko, o czym piszecie dzieje się również w mojej rzeczywistości.
Czytam. Znam teorię. Doradzam innym, a sama leżę sparaliżowana pod ścianą. Nie potrafię się podnieść.
i co zrobilas?udalo ci sie odejsc?ja jestem na tej drodze i tkwie w zawieszeniu
Moj narcyz na poczatku znajomosci jak bylam mu potrzebna bombardowal mnie miłością i wszuscu byli?nim oczarowani. Bral mnie ma litosc bo mial dlugi i komornika w tle. Zostalam z nim bo mowil , ze poeadzi sobie gdy go zostawie. Zostalam i bylam jego służąca bo tak mnie zmanipulowal i podporządkował a potem niszczyl powoli za dobre serce. Chcial bym sprzedala dom i splacila jego dlugi. Gdy sie na to nie godzilam szantazowal mnie emocjonalnie . Potem gdy juz nie bylam mu potrzebna zostawil mnie z dnia na dzien w okrutny sposob. Nq koniec powiedzial mase przykrych słów.
Dokładnie tydzień temu odeszłam od toksyka i narcyza. Z tygodnia na tydzień było gorzej – czułam się jak typowa ofiara – czułam się prawie zerem, jak mysz pod miotłą, niewystarczająca, niekochana, pomijana, karał mnie ciszą, po czym odzywał się po kilku dniach i chciał, aby było jak dawniej, uciekał od poważnych rozmów, w chwilach trudniejszych nie odbierał telefonów – karał psychicznie o wszystko, złapany na kolejnym kłamstwie, które było udokumentowane na zdjęciu, wyparł się i powiedział, że to zdjęcie z przeszłości. Nie dałam rady dłużej! Kobiety uciekajcie od takich osób – uwierzcie, że mija tydzień, ja zaczęłam oddychać. Wszystko trwało rok – każdy etap przeszliśmy – od jego zabiegania, wizji bajkowego życia, po sprowadzenie mnie do parteru i zrobienie ze mnie ofiary i mojego poczucia, że jestem nikim. Rok temu byłam szczęśliwym człowiekiem z pasjami, pięknym, szczęśliwym życiem. Wrócę do tego! Odchodźcie od nich! Po tej stronie na prawdę jest o wiele piękniej! Napisał do mnie kilka dni temu, ale odpisałam krótki i ignoruję. Ratujcie się kobietki!
To smutne i zarazem prawdziwe,jestem po rozstaniu z narcyzem z którym byłam 26 lat. Czytając twoją wypowiedź czułam się jakby ktoś napisał o mnie ,o moich przeżyciach,emocjach.
Chętnie bym x tobą porozmawiała
Też jestem w Wiązku z Narcyzem ponad 20 lat troje dzieci dopiero teraz po przeczytaniu artykułów w necie zdałam sobie sprawę jaki jest mój mąż nigdy nie pozwoli mi odejść gdy go odkryłam udaje załamanego że ma depresje że mię kocha i nie potrafi bezemnie żyć to straszne .Ale jego rodzice są toksykami i wychowali takiego narcyza .Długo by pisać co przeżyłam i dalej przezywam .Ale jestem teraz świadoma i stawiam mu granice co bardzo mu się nie podoba ale jednak się boi że odejdę dzieci już dorosłe a ja silna bardzo stracił na a demną władzę a to coś dla niego nowego.
Ja jestem w związku takim już 30 lat
Czasem myśle co to za masakra .
Problem u mnie był taki ,ze nie mogłam się zdobyć na odejście ponieważ mój mąż był i jest wspaniałym ojcem dla Dzieci . Z kolei mnie ….nosi na rękach
a za chwile podcina mi skrzydła ….paranoja
Dzieci są już dorosłe i traci kontrole nade mną … mówi ze sie beszczela. zrobiłam
33 lat małżeństwie…wszystko podobnie tylko,że kiedyś nie było tak źle, teraz z wiekiem nasila się tendencja narcystyczna. I co tu robić?
Też po tygodniu czuje jakby mi 20kg z pleców zeszło i jakby mi głowę przefiltrowali😎pozdrawiam🌞
Brawo ❣️
Już uciekłam, nie dałam rady dłużej. Cały czas czułam się, jak w jakiejś grze. Niby wiadomo, że jest to cykl i będzie się powtarzał, ale i tak człowiek nie zna dnia ani godziny, kiedy toksyk się rozreguluje i strzeli focha. Potem cisza i od nowa góra dół. Każda normalna osoba prędzej czy później dojdzie do ściany i odejdzie z takiej relacji choćby koleżeńskiej.
KOCHANI !!!. JA MAM MATKĘ 80 L NARCYZKĘ A TATKO 83 Z SYNDROMeM SZTOKHOLMSKIM SIOStrĘ W Angli złote dziecko mamusi mieszkanie w spadku już na nią zapisane a ja mam po 60 .mimo to jeszcze mam wobec niej jakieś zobowiązania? SIOSTRA KOMPLETNIE JEST INNEGO ZDANIA COŚ JAKBY BYŁA ŚLEPA I LOJALNA WOBEC MATKI . Ale przecież to nie fair Zgadzam się z moimi przedmówcami Narcyz ignoruje ubliża za dobroć i serce murzyn zrobił swoje murzyn możei odejść. Ewentualnie powie dzięki ale na każdym kroku kłamie i robi to świadomie a na starość jest jeszcze gorzej z takimi ludźmi Pozdrawiam i dziękuję współtowarzyszom za poprzednie wypowiedzi.
Gratuluję….i zrobiłam to samo…. życie jest zbyt krótkie żeby marnować czas na tych nieudaczników życiowych.po prostu zobaczcie ile kobiet skrzywdzili…..szok….
Nadinka – super, że miałaś odwagę odejść. Super, że masz w sobie tyle siły, optymizmu i energii do życia, spełniania marzeń. Czy mogłabyś podzielić się ze mną swoim doświadczeniem i doradzić, jak się zachować? Pozdrawiam Cię serdecznie.
To smutne bo czasem mam ochotę posunąć się za daleko że by zeszła na ziemię. Zawsze to samo nowa praca i się odkleja nowe hobby max miesiąc. Od technikum razem 15 lat ona zero znajomych wszyscy z mojej strony. Od 4 tygodni czytam dowiaduje się co czuje taka osoba ale pierwszy raz od lat zacisnąłem zęby i nie wpadłem w nałogi że by zagłuszyć ból. Teraz jest inaczej dla tego sama nie wie co robi. Z tego wszystkiego szkoda mi chłopaka choć puka mi żonę ale złapała go tak samo jak mnie testowała testuje i jeszcze po testuje. Nie chcę że by biedak obudził się jak ja okradziony z twarzy emocji siły wiary z uzależnieniem od alkoholu(trzeźwy od 5 lat) to odstawienie wódki nauczyło mnie co misze zrobić że by stanąć na nogi. Dużo pojelem ale wiem że nie dał bym rady po tym jak zobaczyłem xxx filmy jakie ogląda jak czarno na białym z ostatnich 3 miesięcy ile pospolity hat numerków miała. Po za tym pierwszy raz od nie pamiętam kiedy szczerze się zaśmiałem w towarzystwie nie wiedziałem że to takie zajebiste uczucie.!.
Z taką,osoba,nie można,żyć w,szczerym zaangażowaniu,nie można być sobą i okazywać prawdziwych uczuć, on to wykorzysta wyssa zabierze z Ciebie to co najlepsze całą radość życia i Twoja energię.,nakarmi swoje ego (Ego,które w rzeczywistości jest porcelanowe i kruche)
Nigdy nie będziesz doskonałą,ani godna jego chodzbyś z piórkiem w dupie chodziła.
Zawsze jest mu mało wrażeń I emocji im dalej w łaś tym więcej.
Od miłości do nienawiści, od kija po marchewkę.
Nie ma w tym normalnego życia,jest tylko czarne,albo biało, a tam pomiędzy jest pustka.
25 lat małżeństwa z narcyzem, sporo przeciągnęłam, wciąż wierzyłam w zmiany.
Teraz jest większa świadomość i dużo materiałów.
Ratujcie się,uciekajcie od takich relacji poki jesteście piękne i młode.
Wyciągnęłam się z tego bagna sama za włosy.
Nigdy już nie będę taka sama,walczę jest mi ciężko, ale nie wrócę.
Więcej sobie tego nie zrobię.
Mam to sama , jakbym widziała siebie . Bardzo chciałabym z tobą porozmawiać
Fajnie mieć potwierdzenie że to nie ze mną był problem,że to nie ze mną nie dało się tworzyć poważnego związku,że to nie ja nie potrafiłam kochać,że nie robiłam niewystarczająco dużo😲pozdrawiam🌞
To samo ja teraz przechodze..Po 14 latach powiedzialam nie…w moim zwiazku nie moglam sie smiac..nie moglam sie cieszyc ..nie moglam byc szczesliwa..nie moglam niczego robic co Mi sprawiao przyjemnosc…gdy to widzial odrazu szukal pretekstu do klotni..ciagle obrazanie i wszystkiemu ja jestem winna…od 2 lat zaczelam Go ignorowac i zyje Jak chce .postawilam granice…jest Mi z tym duzo lepiej i czekam AZ sie wyprowadzi Ale Jakos sie nie spieszy
Mam nadzieję że wytrwamy w szczęściu i wolności od pustaka zadufanego w sobie… trzeba im mówić wprost aby się rozsypali że są zerem… niczym…i powinni być izolowani…. ile osób skrzywdzili…. ratujcie się i więcej wiary i uciekać z dala od manipulatora….egoista narcystyczny zapatrzony w swoje ego….
Chciałam dodać że wyprowadzilam się ,złożyłam papiery i jestem w trakcie rozwodu,właściwie to po dwóch sprawach i dalej rozwodu nie mam.
W sądzie obiecuje,placze że się zmieni,że poszedł na terapię..Straciłam wiarę i zaufanie
Wiem ile w tym malzenstwoe przeszłam.
Horror i piekło na ziemi.
Komentarze w większości dotyczą relacji z narcyzem partnerem. A co jeśli jest nim rodzic i to w starszym wieku. Jak wtedy sobie z tym poradzić? Osoba, która powoli przestaje być samodzielna, a nadal ma silną potrzebę dominacji, nawet jeśli nie ma racji. Nadal ma przekonanie o własnej nieomylności i wyższości nad wszystkimi bez wyjątku.
Jak postępować wobec takiej osoby?
Jak w tej sytuacji chronić siebie?
Myślę, że niezależnie, czy rys narcystyczny ma rodzic czy partner (-ka) to zawsze jest to trudna sytuacja, aby chronić siebie w tej relacji. Jeśli chodzi o partnerów, to jednak zawsze są „obce” osoby, z którymi łatwiej lub trudniej, ale potencjalnie da się rozstać. Rodzić zawsze rodzicem pozostanie i budzi to w wielu z nas wątki lojalnościowe, które „zmuszają” nas do pozostania w tej relacji, a nawet spełniania potrzeb tej osoby, zwracania uwagi na jej nastrój, aby tylko się nie zezłościła/zmartwiła itd., często własnym kosztem. Nie ma magicznych recept. Nie wystarczy jednak zdefiniować problem, „wygadać się” znajomym, czy nawet terapeucie, tu potrzebne jest działanie, które łatwiej jest wprowadzać przy wsparciu specjalisty. Od nas zależy w tym układzie, jak zarządzimy tą relacją – można w niej pozostać stawiając granice, np. nie zgadzając się na słowa i zachowanie danej osoby, nawet jeśli mamy odłożyć słuchawkę, czy wyjść z pomieszczenia, zminimalizować kontakt, np. nie spotykać się tylko wtedy, gdy ta osoba tego chce, a nawet zaprzestać go, jeśli uznamy, że to najlepsze dla nas wyjście. Trzymam kciuki za ochronę własnego Ja w tych trudnych relacjach.
Myślę, że skoro narcyzm nie jest uleczalny, a starsza osoba sobie nie radzi, warto załatwić mu opiekunkę środowiskową. Jeśli rodzic się nie zgodzi, to sytuacja w jakiej się znajdzie będzie wyłącznie jego wyborem. Co więcej, zawsze będzie mógł zmienić zdanie, i samemu ubiegać się o taką opiekę. Mam tego pecha, że toksyczny jest mój ojczym oraz mąż. Ojczym z racji wieku rzeczywiście ma problemy zdrowotne, co jednak nie przeszkadza mu w terroryzowaniu mojej schorowanej mamy, ciągłego skupiania uwagi wyłącznie na sobie, zaganianiu jej do roboty (pościel łóżko, podaj pilota) i rozpływaniu się nad własną dobrocią w stosunku do niej. Nie ma nawet możliwości porozmawiania z mamą ani pozostawania z nią sam na sam nawet przez moment. Nie pozwala jej spokojnie spać. Zachowuje tak głośno, że budzi ją w nocy bądź skoro świt. Przerysowuje swoje dolegliwości właśnie po to, żeby zwracać na siebie uwagę, ale jakimś cudem zawsze znajduje mnóstwo siły na to, aby wrzeszczeć i dokuczać. Nie znam Twojej sytuacji. Opieram się jedynie na sytuacji, którą obserwuję na co dzień. Dzielę się nią, ponieważ jest możliwe, że u Ciebie wygląda to podobnie, więc może mój wpis okaże się pomocny. Jeśli nie jesteśmy w stanie zmienić ich postępowania, może po prostu pomóc „zdalnie” jednocześnie nie pozwolić zniszczyć się psychicznie i emocjolnalnie.
Czytając wasze komentarze, nie czuje się osamotniona w problemie. Wierzę, że można to zrobić, choć wiem, że będzie to przeprawa niczym podróż Hobbita do Mordoru. Tracę już siły, zaniedbuje siebie, a mój organizm się buntuje na złe traktowanie. Na szczęście nie dopuściłam do odcięcia mnie od bliskich i przyjaciół. Najgorszy pierwszy krok…
Trzymaj się. Tutaj ważne jest stawianie granic i bycie konsekwentnym.
Ja trafiłam na tzw narcyza ukrytego, który doskonale się kamuflowal. Okazuje się, że nie dość, że jest narcyzem i manipulantem, ma również niezdrową relacje z matką.
Zniszczył mnie psychicznie i nadal stara się to robić. Tutaj ważne jest żeby mieć wsparcie ze strony bliskich osób. Nie poddawaj się, a jeśli potrzebujesz specjalistycznego wsparcia, udaj się do psychologa.
Trzymam za Ciebie kciuki i łączę się w walce! 🙂
Miałam podobne powiązanie – syn narcyz ukryty wychowywany przez narcystyczną matkę (prawdopodobnie typ jawny) i ojca -niedostępnego alkoholika. Miał poczucie winy, ale tylko i wyłącznie wobec matki, a także nadmierną odpowiedzialność i lojalność wobec niej. Kompletny brak czucia własnej autonomii – to jest poważna czerwona flaga! Zmyliło mnie to, że pozornie wydawało się, że umiał zachować krytycyzm wobec jej zachowania bo często się kłócili. Potem okazało się że nawet jak stawia jej granice to potem płacze że tak źle się zachował wobec mamusi…
Ogólnie to podobno typowe że narcyzi ukryci są wychowywani przez narcystyczne matki – tłumaczy to ich traumę narcystyczną – w uproszczeniu w przeciwieństwie do narcyzów jawnych byli niedostrzeganie przez rodzica i ciągle niewystarczający. Dlatego ciągle szukają potwierdzenia u innych.
Mam wrażenie że piszesz o moim już chyba ex. Chyba gdyż wciąż jestem zmanipulowana i wciąż w duchu wierzę że to nie prawda, że on nie mógł aż tak mnie oszukać i wykorzystać. Człowiek o dwóch twarzach- kochany, troskliwy, opiekuńczy, zaradny i pracowity a coraz częściej też agresywny, bardzo chamski, nieznoszący jakiekolwiek krytyki czy odmowy. On byl najmądrzejszy i najlepszy. On obraził się nawet za to że wolę inny majonez niż on! Bo jak to w ogóle możliwe, przecież ,, jego” jest najlepszy. I masa innych chorych zachowań z miłością i współczuciem do mamusi ktora miała ciezkie życie na czele
Co za
baranysię tu wypowiadają to hit. XD jednotorowcy, którzy prawdopodobnie sami są narcyzami. 🤦Szanowny Czytelniku, rozumiem, że artykuł i komentarze wzbudziły w Panu mnóstwo emocji, podobnie jak w pozostałych osobach, ale nie ma sensu rozładowywać ich w ten sposób, atakując innych. Nic to nie da, no może na sekundę obniży napięcie i jednocześnie zaostrzy konflikt – jak w życiu jest to niefunkcjonalny sposób poradzenia sobie z własnym zranieniem. Przypominam, że tworzę tu przestrzeń, gdzie każdy może podzielić się swoją perspektywą, do której ma prawo, ale wzajemne, personalne ataki będę blokowała.
Prawdę piszą a Ty jak nie rozumiesz to się nie odzywaj. Odezwał się Narcyz.
A ja tak kochałam, że chciałam mieć dziecko z tym Idiotą!
Już uciekłam, nie dałam rady dłużej. Cały czas czułam się, jak w jakiejś grze. Niby wiadomo, że jest to cykl i będzie się powtarzał, ale i tak człowiek nie zna dnia ani godziny, kiedy toksyk się rozreguluje i strzeli focha. Potem cisza i od nowa góra dół. Każda normalna osoba prędzej czy później dojdzie do ściany i odejdzie z takiej relacji choćby koleżeńskiej.
Jak czytam te komentarze to podobne mialam schematy zwiazku z narcyzem . Odeszlam z bolem ok 7 miesiecy temu . Spotykalismy sie Bo potrdebowalam go meczylam sie Bez niego . Odcielam go na miesiac. Od miesiaca uczeszczam na psychoterapie.. na kolejnym spotkaniu czulam sie jak wrak jakby ktos wyssal ze mnie energie bardzo Slaba mimo tego ze byl mily I emocjonalne otwarty . Chyba psychoterapia powoduje ze bardziej cialo I intuicja odczuwa dzialanie osoby narcystycznej
A ja Wam powiem tak. Ja przez narcyza przeszłam próbę samobójcza i powiem Wam,że nie popieram Waszego zdania chodź napewno dużo było bólu. To nie jego wina, że tak a nie inaczej był wychowywany lub może przez inne porzucany kobiety w wieku młodzieńczym więc im starszy tym gorszy. Ja to widzę w ten sposób, że jest to człowiek chory, który potrzebuje pomocy tylko aby tą pomóc otrzymać musi zrozumieć,że ma ze sobą problem i trzeba taka osobę uświadomić.
Pani Doroto, po części się z Panią zgadzam, że nie jesteśmy odpowiedzialni za to kto i w jaki sposób nas wychował, gdzie się urodziliśmy i w jakim kontekście kulturowo-społecznym spędziliśmy dzieciństwo. Wtedy nie mieliśmy na to wpływu, ale na dorosłe życie i zachowania już mamy. Osoby postronne nie mają również mocy zmiany osoby, która zachowuje się w taki sposób, że wywołuje intensjonalne cierpienie u innych. Taka osoba musi samodzielnie wziąć odpowiedzialność za pracę nad sobą, inaczej nic się nie zmieni, a zazwyczaj próby uświadomienia kończą się fiaskiem, bo taka osoba mobilizuje się do walki i ataku, aby chronić swój komfort. Jedynie jak się ma taką osobę naprzeciw siebie, to zachęcam, aby „nie odżywiać” jej wielkościowości, kontroli, czy też nie wzmacniać braku granic. Wręcz przeciwnie – zatrzymywać i wskazywać, że się nie zgadzamy na takie traktowanie. Warto się też przyjrzeć sobie, dlaczego ciągnie nas do takiej osoby, co ona w nas uruchamia, kogo przypomina (może osobę znaczącą z przeszłości?) skoro jest zachowania są niestosowne, przemocowe i wywołują cierpienie.
Mam rodzica narcyza i 40 lat przeżyliśmy razem. Codzienne wyzywanie, ukryte podteksty i ośmieszanie mnie przed innymi były na porządku dziennym. Przykro mi to mówić, ale na starość szklanki wody mu nie podam. Zostałem w rodzinnym domu tylko i wyłącznie ze względu na mamę, która też jest ofiarą. Kilka dni temu zorientowałem się o co chodzi. Narcyz zawsze atakuje ofiarę tak, aby nie było nikogo kto obiektywnie widzi sytuację.
Już uciekłam, nie dałam rady dłużej. Cały czas czułam się, jak w jakiejś grze. Niby wiadomo, że jest to cykl i będzie się powtarzał, ale i tak człowiek nie zna dnia ani godziny, kiedy toksyk się rozreguluje i strzeli focha. Potem cisza i od nowa góra dół. Każda normalna osoba prędzej czy później dojdzie do ściany i odejdzie z takiej relacji choćby koleżeńskiej.
Mój mąż ma cechy opisane w tym szkoleniu -poczucie wyjątkowości, ogromna roszczeniowość i prawo do specjalnego traktowania, podwójne standardy, manipulacje, gaslighitng, drobne kłamstwa. Rozmowy z nim sprawiają, że jestem rozdygotana w środku, nie mogę spać, jestem potwornie zmęczona. Zrobił się gorszy, kiedy się do niego zdystansowałam o przestałam tak się o niego troszczyć, jak wcześniej (miałam wrażenie, że oscyluje pomiędzy traktowaniem mnie jak wroga, osobę niespełna rozumu lub…matkę, której należy słuchać i się radzić). Ale- nie wyzywa mnie, nie nadużywa alkoholu i nie bije. Mamy dorosłe dzieci, jedną córkę wyróżnia, zwierza się jej, traktuje jak matkę zastępczą, drugiej nie lubi, unika lub złości się na nią. Najczęściej czuje się pokrzywdzony i zachowuje jak ofiara, na facebooku wkleja smutne teksty i zdjęcia, jakby całęmu światu chciał powiedzieć, jaki jest biedny i domaga się współczucia. Bywa agresywnye, raz mnie wypchnął za drzwi, raz nie za mocno szturchnął w rękę, krzyczy, macha rękami, trzaska drzwiami. Na drugi dzień jest nagle miły, robi mi kawę i twierdzi, że już wszystko rozumie i się zmieni. Na kolejny dzień przychodzi twierdzi, że ja mu nic nie mówię i on w ogóle nie wie co powiedzieć terapeucie. Najpierw załatwia terapię małżeńską i zmusza mnie do udziału w niej, po paru godzinach przychodzi i pyta, czy na pewno chcę, jakby on nie chciał, ale woli odpowiedzialność za decyzję zrzucić na mnie. Przed chwilą z powodu mojej sugestii zapisał się do psychologa klinicznego, chce zrobić sobie test na zaburzenie osobowości. Wiem, że szuka szybkich rozwiązań, które nie wymagają od niego wysiłku, a najlepiej, żebym ja się zmieniła. Czy jeśli dojdzie do tego spotkania z psychologiem, to może na tyle zmanipulować odpowiedzi w teście, że wyjdzie mu norma? A może to ja się mylę i on wcale nie jest narcyzem? Czasem zdaje się totalnie na mnie polegać, jakby chciał, abym to ja go prowadziła, a czasem chce mnie kontrolować i ustala jakieś absurdalne, sztywne zasady (których sam potem nie przestrzega). Może on jest po prostu niedojrzały? Zachowuje się chwilami jak rozkapryszone dziecko, które nie dostało ulubionej zabawki.
Byłam 14 lat z narcyzem w małżeństwie. Pierwszy największy kryzys przeszłam kiedy dowiedziałam się,że zdradził mnie z siostrą, która w wieku 17 lat odbiła mi chłopaka za plecami. Najbardziej boli.mnie to ,że wiedział jak wtedy cierpiałam a zrobił to samo. Mieliśmy już wtedy 2 dzieci….5 latka i 2 tygodnie dziecko. Bardzo to przeżyłam ale mimo wszystko postanowiłam walczyć o rodzinę. Po dwóch latach powtórka z rozrywki. Wcześniej niby pisali później jeździł do siostry nocami okłamując mnie. Kiedy w kłótni wykrzyczałam to co czuje tłumaczył tylko,że do niczego nie doszło,że tylko obściskiwali się. Pakowałam walizki ale zaczął przepraszać, tulić i wołać żebym go nie opuszczała. Miałam małe dzieci, rodzina była dla mnie wszystkim więc walczyłam dalej. Po jakimś czasie odszedł zostawiając mnie pod szkołą kiedy odbierałam syna, bez wyjaśnienia, zostawiając mnie że wszystkim samą, nie wiedziałam nawet co dziecku powiedzieć. Zaczęłam układać się życie. On szybko znalazł jakiś związek z Ukrainką, który skończył się po miesiącu. Zdążył zapoznać z nią dzieci. Czułam,że robi wszystko na pokaz. Po pewnym czasie zaczął wypytywać dzieci o mnie i być milszy do mnie w wiadomościach. Kiedy odbierałam któregoś dnia dzieci od niego chciał porozmawiać. Płakał na kolanach,że żyje decyzji ,że decyzja z rozwodem była za szybko, jaka to jestem dla niego ważna itd. Myślałam,że jak stracił rodzinę, zobaczył ,że wcale nie jest tak kolorowo to zmądrzał i pozwoliłam wrócić 🤦♀️ Po paru miesiącach dowiedziałam się,że spotyka się z jedną mężatka z okolicy na herbatki. Jej mąż do mnie pisał. Tłumaczył się i znowu kłamał. Chciałam wyrzucić go z domu. Na drugi dzień. Oświadczył mi się przy ludziach. Manipulował a ja znowu dałam się nabrać więżąc ,że że zywiscie mu na mnie i na rodzinie zależy. Przyjęłam głupia pierścionek. Po 3 miesiącach odszedł do innej. Dwa dni przed odejściem traktował mnie jak powietrze, po prostu ot tak. Powiedział,że to jednak nie to. Zaczęłam żyć. Byłam szczęśliwa w końcu,że uwolniłam się od tego. W związku z nim wiecznie byłam mało wystarczająca, za mało ładna, za mało szczupła, za mało seksowna, za mało kobieca. Porównywał mnie z innymi. Każdy znajomy mówił mi,że jestem piękną, wartościową kobieta, kochającą rodziney. Próbował mnie zmieniać pod swój ideał zadziornej kobiety a ja byłam wrażliwą, uczuciową i zwyczajną kobietą. Miałam czekać na niego gotowa i zwarta po nocach bo był dj i późno wracał. Kiedy po ciężkim dniu zasypiałam mówił ,że go nieposzanowałam. Usłyszałam też,że mnie zdradzał bo to moja wina, bo gdybym była inna to by tego nie zrobił. Zaczęłam tracić poczucie swojej tożsamości bo tak bardzo chciałam żeby w końcu czacza mnie widzieć ,że zaczęłam zmieniać się pod niego. Płakałam do swojego zdjęcia a w duszy wolałam …kim ty w końcu jesteś . Okropne uczucie. Miał utopijne wizję miłości i był zapatrzony w siebie, zwracał przesadnie uwagę na wygląd, w pewnym momencie zaczął używać fluidu, zaczął golić się cały co było dla mnie bardzo dziwne. Teraz cieszę się,że go nie ma. Mimo ,że nie jest lekko zaczynam żyć i wierzyć w siebie. Najlepsze jest to, że po 4 miesiącach od jego ostatniego odejścia dostałam wiadomość z prośbą o poświęcenie czasu. Kiedy spytałam o co konkretnie chodzi, odpisał że mnie nadal kocha i wysłał piosenkę którą sam nagrał. Teraz świadoma wszystkiego wiem,że chcenie znowu zmanipulować. Szukam słów które pozwolą mi odciąć się od niego i dać mu jasno do zrozumienia,że nie interesuje mnie to. Nie chce już pochopnie reagować, podejmować decyzji w emocjach bo moja historia mówi już sama za siebie. Nie pozwolę że y się już kiedykolwiek powtórzyła. Walczę o siebie i dzieci.
A ja nie wiem czy to ja jestem ta zła czy mój partner to narcyz
Nie żal mi żadnego narcyza ,nie ma żadnego wytłumaczenia na ich okropne traktowanie innych ludzi ,ma mi być żal osoby ,która niszczy rodzinę,przez którą dzieci i żona mają depresję ,lęki ,zaburzenia odżywiania ? Każdy narcyz jest podłą ,wyrafinowaną i pozbawioną uczuć bestią.
Rozumiem, że ciężko patrzeć na takie zachowanie i absolutnie nie ma obowiązku, aby odczuwać żal, czy cokolwiek innego do takiej osoby. Nie możemy jednak zaprzeczać, że są osoby niewrażliwe na innych, a ich celem jest realizacja własnych potrzeb, nawet kosztem drugiej osoby, bo tak ich nauczyło życie i relacje z osobami znaczącymi. To trzeba zrozumieć, bo taki jest fakt. Przypominam, że w sytuacji, gdy ktoś przekracza nasze granice, musimy brać odpowiedzialność i przywracać te granice. Często niestety (w dużej mierze nieświadomie) podtrzymujemy zachowania, które w nas uderzają, np. poprzez bierność, „machanie ręką” dla spokoju (tak go na pewno nie osiągniemy), czy podporządkowanie. Zastanówmy się wtedy, co możemy zrobić, jak się uchronić, w których obszarach mamy wpływ, zamiast próbować zmieniać osobę z zachowaniami narcystycznymi.
Niestety, w przypadku gdy się ma nieszczęście być męszczyzną, a tym bardziej ojcem w relacji małżeńskiej z narcyzką- stawianie granic czy odejście jest chyba jeszcze bardziej dramatycznym przeżyciem dzięki sfeminizowanym sądom i tzw. praktyce „Prawa rodzinnego”, które traktuje ojców jak śmieci- niezależnie czy na to zaslugują- np. olewając obowiązki rodzinne i wykorzystując żony, czy też nie zaslugują- pracując ciężko na utrzymanie rodziny i angażując się czasowo w pomoc w wychowaniu dzieci. Na swoim przykładzie doświadczam, jak to instytucje państwa( sądy, komornicy, mpsy-niebieskue karty) przejmują rolę oprawcy będąc sterowanymi przez narcyzkę, w momencie gdy narcyzka zdecyduje się już zakończyć związek bo np. już nie chcemy być pod pełną kontrolą toksyczki. Wg schematu- 97,4% przypadków sąd od razu zasadza, że dzieci są z matką- jednocześnie do tego celu muszą „uwalać” zdecydowaną większość tego co piszą czy wnoszą w dowodach ojcowie- traktując ich z góry jak „śmieci”, które mają tylko tyrać na alimenty, bez żadnego zapewnienia jakichkolwiek ko taktow z własnymi dziećmi. Na skutek kłamstw narcyzki, których sąd nawet niepofatygował się zweyfikować- sąd zasądził mi takie zabezpieczenie alimentacyjne, gdzie ja będąc na JGD wszystko mi się zawaliło- gdyby nie pomoc rodziny w płaceniu alimentów, już bym był osobą bezdomną w spirali zadłużenia. Komornik natomiast nie zadaje pytań czy ojciec dzieci narcyzki ma za co żyć czy za co kupić sobie jedzenie. Co miesiąc ma być u niego na koncie 5500zł, bo inaczej zacznie egzekucję reszty tego co zostało nawet niezbędnego do pracy- jak auta. To jest dramat o którym należy jaknajszerzej mówić, żeby zwiększać swiadomosc społeczną i tym samym zmienić ciężko patologiczne prawo. Mam kolegę, który również ma żonę narcyzkę i widząc przez co ja przechodzę- siedzi cicho jak mysz pod miotłą, z poczuciem wartości i sprawczości szokującym po podłodze z coraz większymi dolegliwościami psychosomatycznymi. Nie jest więc tak, że możemy sobie opuścić związek z narcyzką, bo możemy potem jako mężczyźni nie przeżyć przemocy instytucjonalnej. Stąd też mi.i. na każde 9 samobójstw w PL- 8 to są męszczyźni.
Panie Mariuszu, bardzo dziękuję za ten cenny, wnoszący komentarz. Zgadzam się z Panem, że często sprawiedliwość nie idzie w parze ze sprawiedliwością instytucjonalną. Ja ogólnie nie jestem zwolenniczką prostego hasła, żeby po prostu odejść. Są różne historie i konteksty. Łatwiej odejść z pracy, gdzie szef ma narcystyczne zachowania, niż odejść od takiego/takiej partnera/partnerki. Pamiętajmy, że narcyzm nie ma płci. Chociaż częściej może występować u mężczyzn przez proces socjalizacji, a u kobiety bardziej perfekcjonistyczy kontroler, to w ogóle nie znaczy, że każdy z nas może być zupełnie wolny od tych trybów radzenia sobie.
Jak przekonać osobę narcystyczną ,że jest chora ,że potrzebuję terapii ,że krzywdzi ,że niszczy w tym przypadku matkę ,po wielu przejściach . Manipuluje i niszczy przy tym relacje rodzinne i więzi. Po alkocholu nasila się agresja ,wymówki, pretensje i obrażanie.
Myślę, że nakłonienie takiej osoby do pracy nad sobą będzie praktycznie niewykonalne, szczególnie jeśli dochodzi do tego problem alkoholowy. Pamiętajmy, że mamy wpływ tylko na swoje zachowanie – czasami trzeba mocno stawiać granice, a czasami odejść. Drugiej osoby nie zmienimy, ani do niczego nie zmusimy.
Proszę o podpowiedź, praktyczne wskazówki dotyczące postępowania z narcyzem. Z narcyzem się nie żyje z nim się postępuje. Po 4 latach już to wiem. Potrafię rozpoznać kiedy manipuluje, zastanawiam się zawsze jaki ma cel i okazuje się, że nie jest to zazwyczaj wyrządzenie krzywdy a raczej uzyskanie reakcji, która pomoże mu w nakierowaniu mnie na decyzję bądź jej zmianę. Na ile pomoże budowanie dobrego samopoczucia narcyza,czy komplementowanie jego osoby pogorszy sytuację? Ja mam wrażenie że jedyną drogą do utrzymania takiego związku, jest manipulacja- tak tak jak on to robi. Tylko czy taka gra dla dobra dziecka jest tego warta?
Relacja narcyza z dzieckiem jest dobra, bardzo się kochają ale czy to będzie docelowo miło na dziecko dobry wpływ?
Bardzo dziękuję za tę wypowiedź. Jest ona wielowątkowa, ale odniosę się do kilku kwestii, m.in. Pani pytania, czy poświęcenie siebie jest warte utrzymania związku z osobą, która manipuluje i oszukuje, żeby uzyskać co chce? Tylko Pani może sobie odpowiedzieć, czy tego potrzebuje, tzn.poświęcić siebie i podporządkować, a dodatkowo wzmacniać niefunkcjonalne zachowania Partnera (tak się dzieje, gdy podążamy za manipulacją). To, że ktoś może być całkiem niezłym ojcem, nie jest równoznaczne, że jest dobrym partnerem. Poza tym, co znaczy że jego relacja z dzieckiem jest dobra? Dziecko jest jak gąbka, wszystko widzi i czuje, nawet jak nie potrafi jeszcze nazwać, to wszystko wyłapuje, a związek rodziców jest pierwowzorem relacji, więc dziecko uczy się od ojca, że tak można traktować innych, tj. w sposób manipulacyjny. Osoba z rysem narcystycznym (w terapii schematu Samopowiększacz) nie ma na celu wyrządzania krzywdy, to po prostu często się dzieje mimochodem. Ich priorytetem jest uzyskanie uznania, wzmocnienia, poklasku dla ich wielkościowej fasady (za którą skrywa się mały, zraniony człowiek), która ma nie dopuścić do dotarcia do wrażliwych, zranionych części. Stawiają się w centrum, mają problem z granicami i są skupieni na zaspokojeniu potrzeb „Ja”. To osoby antyspołeczne (dawniej psychopatyczne), tzw. Drapieżniki, intencjonalnie, na zimno, dążą do realizacji celu i eliminują przeszkody na drodze, nawet jeśli tą przeszkodą jest człowiek. Może warto przemyśleć wsparcie specjalisty, który pomoże w nauce stawiania granic, konfrontacji i wytrzymywania dyskomfortu, a nie podążaniem za osobą manipulującą. Trzymam kciuki za Panią.
Ja również jestem w związku z narcyzem. Czuję się wyczerpana, zaszczuta, zastraszona i samotna. Jak wiele osób tutaj, chciałabym z kimś porozmawiać. Szukałam grupy wsparcia w Internecie, ale jej nie znalazłam. A może stworzylibyśmy specjalne miejsce, na przykład w postaci forum, w którym moglibyśmy/mogłybyśmy pisać ze sobą, wspierać się, zapraszać czasem terapeutów i psychologów? Czy ktoś byłby chętny?
Ja!!!
Prawie 8 lat. Od początku czułam że coś nie gra. Poświeciłam wszystko dla niego, w zamian zachowania książkowe- wmawianie że to ja mam z głową, że jestem psychopatką bez empatii. Jedyne co robi to prężenie się w lustrach i wstawianie swoich zdjęć na Instagram i fb. W telefonie po 8 latach związku nie ma ani jednego wspólnego zdjęcia. Wszystkie swoje. Rozlicza się co do złotówki za wszystko, pasożytuje mieszkając w mieszkaniu gdzie wszystko jest moje. Ale ja głupia kocham. Ostatnio zapytałam czy on mnie, odpowiedzial że przez moje zachowania miłość jest ale głęboko ukryta bo jest zraniony przeze mnie . Czym? Nie wiem już sama. W domu nie robi nic. Pracuje i składa sobie swoje własne pieniążki. Jestem wykończona i uwierzcie że wiedząc z czym się mierzę próbowałam różnych technik żeby jakoś go poznać lepiej od strony tego zaburzenia ale to nie jest proste. Rozstawaliśmy się 3 razy, zawsze wracał po skutecznej kampanii obwiniania mnie za wszystko i show zaczynało się od nowa. Bombarodwanie miloscia,
Dewaluacja, porzucenie emocjonalne. Ja w końcu uwierzyłam że to może ze mną coś nie tak i zaczęłam terapię. Okazało się że żyję z narcyzem. Postawiłam sobie za priorytet że go rozpracuje i udowodnię mu że to zawsze on był prowodyrem wszystkich konfliktów ale chyba ruszam z motyką na słońce. Mi go jest po prostu szkoda. Jestem hiperempatą dlatego sobie mnie wybrał. Nie wiem jak to się skończy. Ogląda same filmy romantyczne i komentuje że też chciałby taką miłość. Nie wiem czy chce mi wtedy dowalić że faktycznie zazdrości ludziom uczuć wyższych. W rozmowie nigdy nie przyzna się do tego co siedzi mu w głowie a bardzo chciałabym się dowiedzieć jaką oni mają sieczkę w mózgu.
Pozdrawiam wszystkie silne kobiety które to przeszły lub jeszcze walczą
Może załóżmy grupę na mess aby móc pozrozmawiac
W sierpniu 2024 pojawił się nowy „ktoś” w pracy. Ja empatka na kierowniczym stanowisku. Bardzo ładna, ustawiona finansowo. Zainteresowal sie mną. Każdego miesiąca zapalała mi sie czerwona lampka, ze cos z nim nie tak…brak checi przytulania, calowania (dziwnie zareagowal po pierwszym pocalunku zainicjowanym z mojej strony) – calowal sie z zaangazowaniem a po chwili odsunal ze strachem… gdy na zewnatrz bylo zimno a ja zalozylam mu kaptur na glowe i pomasowalam zmarzniete uszy byl przybity moją czuloscią. Jak by nigdy tego nie dostawal. Po etapie zasypywania mnie miloscia, pojawily sie dziwne momenty lekcewazenia. Na drugi dzien wracal jak gdyby nic sie nie wydarzylo. Pozniej znikniecie na kilka dni bez slowa. Brak kontaktu telefonicznego. Pozniej klotnia bo chcialam wyjasnien a teraz jestem karana cisza bo w poniedzialek go ignorowalam w pracy. Za kazdym jego dziwnym jednodniowym zachowaniem czail sie moj strach, zdezorientowanie i wyczerpanie emocjonalne. Za kazdym razem uciekalam i staralam sie unikac go w pracy, ale ciagle wracal.
Duzo od grudnia poczytałam o narcyzmie. Ten facet to ksiazkowy przyklad. 40 lat, nigdy nie zonaty, bez dzieci, sklocony z matka i siostra swieta spedza samotnie. Wsxyscy winni….z dziecinstwa wyniosl traume…ojciec odszedl od nich, gdy mial 2/3 latka. Zmarl, gdy mial 11 lat. Matka praedopodobnie alkoholiczka i do tego go ignoruje. Miewal dni, ze bylo z nim emocjonalnie bardzo zle. Zawsze bylam ja. Teraz odwaznie mnie karze. Ciekawe…Trzymajcie sie. Najwazniejsze to wiedziec z kim ma sie doczynienia i jaki moze byc atak…
Nie jestem zuchwała, aby kogoś diagnozować na odległość, z opisu innej osoby, ale opisany przez Panią człowiek raczej pasuje do osoby ze schematem opuszczenia i skrzywdzenia, ale nie narcystyczną obroną, a raczej chwiejną emocjonalnie. Tak naprawdę za fasadami, tymi które widzimy u dorosłych, często kryje się schemat opuszczenia, deprywacji emocjonalnej małego dziecka i każdy z nas wytworzył jakiś sposób poradzenia sobie z tym, jedni w sposób kontrolujący, inni wielkościowi, unikający, czy uległy.
Ja byłam z kimś takim 3 lata
Od dawna chciałam coś zrobić ale nie potrafiłam
Myślałam że zwariuje karanie ciszą,awantury sprzeczki całkowicie bez powodu
Znęcanie psychiczne na każdym kroku
Ale odważyłam się i jestem 1 miesiąc po rozstaniu
I jestem z siebie dumna
Pomimo że bardzo bardzo go kochalam
Dziękuję za ten komentarz. Daje on nadzieję na polepszenie swojej sytuacji, jeśli zdecydujemy się działać. Powodzenia, siły i wytrwałości.
Cześć, jestem w trakcie opuszczania relacji z partnerem narcyzem po 10 latach. Po tygodniu milczenia, kiedy już miałam nadzieje, że dal sobie ze mną spokój, i jestem wolna, napisał dziś: „Hej, myślę o Tobie, mam ochotę spędzić z Tobą trochę czasu, wyjedzmy gdzieś :):):”
Co odpisać? nie chce nic, nie chce z nim jechać, ale boje sie napisać kategorycznie, bo boje sie ze urażony przyjedzie i coś mi zrobi.
10 lat po ślubie. Od początku manipulacje z jego strony, ciche dni, agresja i brak skruchy. Dopiero kilka lat temu zrozumiałam co to za paskuda! Wcześniej dawałam sobie wmawiać że to moja wina. Niestety zr względu na dziecko jest mi bardzo ciężko odejśc. Ale zbieram do tego siły ! Gdyby ktoś w podobnej sytuacji chciał porozmawiać to jestem chętna 🙂 noże macie też namiary na jakiegoś fajnego psychologa online ?
Poznałem dziewczynę na kursie z pracy. Była w młodszej grupie. Zobaczylem ja pierwszego dnia. Nie jestem facetem który oglada się za kobietami, ale mówię łał Boże co za piękną dziewczyna. Później parę razy się widzieliśmy na siłowni w międzyczasie i rozmawialismy. Jakiś tydzień pozniej byłem z kolegami w barze. Zobaczylem ja przez okno i wbiegłem do niego z dworu pytając się czy nie chcą iść z nami potańczyć. Zgodziła się razem z koleżanką. Poszliśmy do miejscowej dyskoteki. Zatańczylismy tam raz czy dwa. Czuliśmy do siebie pociąg, ale z pełną kultura odprowadziłem ja do miejsca noclegu. Gdy doszedłem do swojego pokoju dostałem wiadomość ze dziękuję za miły wieczór. Chwile pisaliśmy i umówiliśmy się że jutro też z nami wyjdzie. I poszliśmy. Po kilku tańcach powiedziała do mnie, że wiesz że jak się pocałujemy to nie przestaniemy się całować? I zaczęliśmy. Wyszliśmy na dwór zaczerpnac świeżego powietrza. A ona po prostu tuliła mi głowę jakby znała mnie od lat, całowała po niej. Ludzie pytali jak długo jesteśmy małżeństwem że tak się kochamy..a ona tylko się uśmiechała. Pokazywała że wybrała mnie. Polszimsy do mnie do pokoju. Przyznaje szczerze że nie stanąłem na wysokości,zdania po alkoholu, ale ona tylko mi położyła rękę na policzku i powiedziała że nic się nie stało, to nic nie zmienia. Było szczególnie. Nigdy z nikim nie czułem takiej bliskości. Rozmawialismy o przeszłości, o naszych największych bolach k których nie mówiłem nikomu od lat, bo jej oczy mówiły że chce słuchać. Następnego dnia znów się widzieliśmy, rozmawialismy cały dzień, kochalismy się. Wieczorem polszimsy na spacer i powiedziała że kogoś ma, ale w zasadzie to ten związek już nie ma sensu bo nawet śpi w osobnym pokoju. Okej mówię. Do niczego Cie nie zmuszam, ale to co między nami jest wyjątkowe. I wyszło tak że w zasadzie zaczęliśmy być razem ja jej ufalem że tamta relacja nie ma sensu. Gdy byliśmy w grupach na zajęciach i po jich ukradkiem się całowaliśmy, uśmiechaliśmy się. Pomagałem jej w pracach na zajecia , mówiła że jestem cudowny, że mam takie doświadczenie. Czułem się tak mocno kochany i tak wyjątkowy dla niej. Taki spokojny. Tak jak takiej relacji potrzebowałem bo długo wcześniej byłem sam. Gdy się kochalismy mówiła do mnie najczulsze słowa. Takie że czułem że się właśnie z kimś kocham a nie tylko uprawiam sex. To było jak ziszczenie najpiękniejszych marzeń. Nie widziałem świata poza nią. Mówiła że też zawsze chciala takiej bliskości. Że tego potrzebowala ale nigdy nie dostała. Żartem mówiła o ślubie i ja jej uwierzyłem. Po 3-4 tygodniach się oświadczyłem bo byłem pewien tej osoby. Ona je przyjęła. Jak się okazało po paru dniach to z tamtym też była zaręczona ale zapomniała mi o tym powiedzieć. W ogóle to zignorowalem i śmiałem się z tego w zasadzie ,że zapomniała.
Stwierdziła że się do mnie przeniesie. Ja mam lepsza sytuacje w pracy a ona skoro zaczyna w zupełnie obcym miejscu gdzie nie nie ma nikogo bliskiego ani domu więc takie coś było logiczne. Niedługo też będę awansował więc wszystko miało być ułożone i był plan co i jak zrobić. Choćby na większe pieniądze i łatwiejsze późniejsze życie jesli chodzi o opiekę nad dziećmi.Pamietam gdy pierwszy raz do mnie przyjechała. Była taka cudowna. Pytała mnie o wszystko, ogaldala książki. Płakała w łóżku bo zawsze chciała takiej bliskości, że to jest dla niej takie pierwsze i czyste. Ja czułem że mam miłość do końca życia w swoich rękach, nie chciałem jej w ogóle wypuścić. Ona była mną zafascynowana. Mówiła jaki jestem męski, idealny, przystojny. I tak było za każdym razem. I przyjeżdżała. Czekalem na dworcu z kwiatami, zabierałem na randki, szykowałem kolacje. Przedstawilem ja rodzicom, przyajciolom. Za każdym razem trzymałem za rękę i mówiłem to ona .moja przyszła żona byłem niesamowicie dumny z niej. Mama mówiła że ninja wymodliła, rodzice ja przytulali i mówili jaka sliczna. Koniec
końców pojechała na rozmowę do miejsca swojej pracy i po rzeczy które miała przywieźc do mnie żeby u mnie zamieszkać. Czułem się przeszczęśliwy. Ale nie odgakdala się tam wróciła i powiedziała że chyba nie. Zapytałem się dlaczego. Powiedziała że może jak to ktoś spojrzał z boku to rzeczywiście, że to ona ma się znowu przenosić. I na tym w sumie się skończyło..na początku byłem spokojny, ale gdy nic więcej nie powiedziala pojawil się se mnie niepokój. Nie dlatego że nie chce od razu, ale dlatego że zwykła całkiem obca osoba ja do tego przekonała. Że podwazyla wszystko to o czym ona mnie zapewniała. Mówiłem jej o tym, ale ona uznała że to moja wina bo nie o wszystkim jej powiedzialem jak załatwić przeniesienie do innej filli..Pojechała do do domu, nie dała mi już w ten weekend takiego ciepła. Chcoiaz ja naprawdę próbowałem. Za dwa dni pojechałem do niej zrobić jej niespodzianke. Często tak robiłem i była zawsze szczęśliwa z tego powodu. Tym razem usłyszałem że po co to robię, że nie potrzebnie i wolałaby wiedzieć o takich rzeczach, ale ok i tak dojechalem na miejsce. Zabrałem ja tam gdzie się oświadczyłem. Chciałem rozmawiac, znaleźć nic porozumienia bo nie wiedziałem co się dzieje. Nie usłyszałem jednak nic szczególnego. Naprawdę zależało mi tylko na tym żeby jakoś poczuć znów ta bliskosc, żeby budować to co mieliśmy nieść razem. Na ten weekend miała nie przyjechać..przywiozłem jej misia żeby miała się do czego przytulić. I ten weekend już wygladal inaczej. Nie było już tyłu romantycznych smsów, rozmówy na kamerce. Były ale o tej porze gdy ona wszytko zrobi. Ja szukałem sposobu wciąż żeby ją do mnie sprowadzić. Ale ona z osoby która jeszcze dwa tygodnie wcześniej chciała ze mną być w każdej chwili, powoli przestała przyjeżdżac. Przyjeżdżala na te weekendy gdy chciała..nie robiła właściwie nic żeby się już przenieść, gdy szukałem kompromisu to go nie było. Mówiłem czy możemy zrobić tak żebym ja też się nie denerwował? Nie musiało być zawsze po jej myśli. Z dnia na dzień coraz bardziej się martwilem. Martwilem się że nie kocha mnie już tak. Gdy mowielm dlaczego ona mówiła że jestem przewrażliwiony, że robię problemy tam gdzie ich nie ma. Czasem że jestem zagrozony lub niepewny siebie. Mówiła że się kłócimy przez moje huśtawki bo jestem niestabilny emocjonalnie. Ale na wiem że te huśtawki frustracja były bo nie miałem poczucia bezpieczeństwa. Nie było kochanie jakoś sobie poradzimy, nie martw się. Było że potrzebuje adoracji. I z dnia na dzień coraz bardziej w to wszystko wierzyłem, szukałem winy w sobie. Nic nie robila..to ja wyolbrzymiam i mam problemy. Było jeszcze wiele innych sytuacji. A ja tylko coraz bardziej się starałem. Chciałem być lepszy coraz bardziej próbowałem do niej dotrzeć, zapewniac o mojej szczerej miłości. Nasze rozmowy były i smsy zawsze cudne. Prawo jak poezja. I wiecie co? Po jakimś czasie na mój elaborat odpisywała kilkoma zdaniami. Stwierdziła że nie umie inaczej. Tylko jeszcze dwa miesiące temu umiała. Umiała być czuła i zapatrzona w nasz związek. Zacząłem się denerwować coraz bardziej, mieć problemy ze snem. Zrobiła obrot o 180 stopni. Raz powiedziala że w sumie to nic by się nie zmieniło jakby mnie nie było. Czułem się po tym strasznie, ale oczywiście to ja byłem przewrażliwiony na swoim punkcie.Była coraz bardziej chłodna i odlegla. A ja byłem
pewien że to moja wina, że zbyt mocno naciskam. Po jakimś czasie pojechalismy do jej rodzicow. I wiecie co. Nie wiedziała mnie dwa tygodnie. Nie widziałem już radości na jej twarzy, była nawet zła że nie che pić jednej kawy tylko wole dwie osobne. Gdy dojechaliśmy na miejsce ti nie było słów boże e końcu jesteś przy mnie. Po seksie usłyszalem tekst w stylu cos się zmieniło? Gdy chcialem zapłacic za część zakupów przychnela, gdy pomogalem w kuchni mówiła że źle że nie umiem, nie stój jak pizda. Wyśmiała moje wykształcenie przy rodzinie. Mój dom w którym śmierdzi zwierzętami. Wieczorem powiedzialem jej że czuje się źle z tym jak mnie potraktowala. Powiedziała że mam nie wydzieiac. A rano nie przytuliła już. Powiedziała że jest mna zdruzgotana. Pojechaliśmy do jej przyjaciół. Tam też już nie było przedstawienie mnie tak jak ja sowim rodzicom. Jak bym był kimś kto po prostu przyjechał, tak o jestem bo jestem. Ale to moja wina bo potrzebuje adoracji. To już nie była dziewczyna która chciała siedzieć jak najbliżej mnie w restauracji, ja dla niej w ogóle nie istniałem a już na pewno nie byłem kimś ważnym. Byłem kimś to po prostu jest. W pewnym momencie nawet ktoś z jej rodziny zwrócił jej uwagę że ja tylko się chciałem odezwac. Byłem przerażony. E nocy powiedzialem że w zasadzie chyba pojadę do domu. Powiedziała oczywiście że mam nie krzyczeć, ale ja nie krzyczalem.tTylko powiedzialem. Ja bym powiedział jej że kocham ją i przepraszam i przytulił bo ja tylko na to cały dzień czekałem. Ona tego znie zrobiła. Już nie mogłem. Nie mogłem znieść kolejnego dnia upokorzenia. Pojechalem do domu. I co zrobiłem? Pierwszy przeprosilem, powiedzialem, że źle mnie potraktowala. Ale co słyszałem? Że potrzebuje kogoś kto nie odejdzie z byle powodu, że to moja wina wina. Że wcale nic takiego nie zrobiła. To było w żartach, że nie pamięta co mówiła. Że mnie nie skrzywdzila bo to duże slowo..co najwyżej zranila. Ja wróciłem do domu. Musiałem pójść do specjalisty bo nie byłem w stanie się ogarnac..leżałem z gorączką, przyjaciele mi mówili jaki jest dzień tygodnia. Mi było wstyd za to że tak w nią wierzylem gdy rodzina mówiła co tam szybko się zenicie. Wstydzilem się przyznać bo nikt nie mógł zachwiac mojej wiary w nia..W międzyczasie pisalem. Błagałem żebyśmy to naprawili, piłem na umór i zarlrm tabletki na uspokojenie. Dzień w dzień wyłem z rozpaczy. Opuściłem się w pracy bo nie mogłem myśleć. Przepraszalem, mwoielm że wybaczam. Że kocham żeby tylko znów ją mieć obok. Jej ciepło. Odwołyealem się do intymnosci która mieliśmy..ale nie było odzewu, empatii, próby przytulenia po prostu, powiedzenia do mnie tęsknię, kocham Cię naprawmy to. Przepraszam też nie. Przepraszam brzmiało ten sposób że zawsze było przepraszam Cię ale to Ty. Przez Twoje wiadomosci nie moge spac, denereuja mnie..Masz borderline, miej jaja chlopie..Ale to nie ja.A ja codziennie w to wierzylem, że ona się zmieni. Tak mocno że prawie oszalałem z rozpaczy. Stres mnie zjadł, moje ciało, mój organizm. Dzień w dzień przez miesiąc pragnąłem żeby była..i czułem się coraz bardziej gorszy, coraz bardziej winny że to eszynkja wina, że stracilem milosc swojej życia przez elana głupotę. Nic nie zrobiła. Nie zawalczyła w ogóleo nas. Naprawdę chaiel.zeby tylko mnie przytuliła i byłoby bo sprawie. Niesamowicie byłem zakochany.w zasadzie dalej jestem. Zakończyła relacje przez sms. A ja co? Dalej dzień w dzień. Wróć, kocham Cię naprawmy to, pamiętasz jak nam było razem dobrze. Nie rezygnuj z nas, zawsze mieliśmy się kochać. Dlaczego dziś Cię nie będzie..non stop odwołanie do uczuć, walka do końca która mnie wypalila. Przyjechała po rzeczy i mialem do końca nadzieję że przytuli, tylko Tyle. Ale nie. Było zanegowanie tego co powiedziala, wyśmianie , diagnoza psychologiczna. Żadnych miłych wspomnień. Powiedziałem o kłopotach że zdrowiem. Nie było współczucia. A ja dwa dni dalej pisałem wróć, nie rezygnuj z nas. Chciałem się wtulić. Dziś jestem wrakiem człowieka. Nie ma nawet połowy ze mnie, gdyby nie moi przyjaciele to bym nie wstał. Nie wiem jak mam znów komuś zaufać, nie wiem jak normalnie żyć. A najbardziej zabawne że teraz gdy zaczynam rozumieć to mi jej szkoda, że jakby stanęła w drzwiach to bym ją objął. Chore.
Pisze to ku przestrodze, może ktoś to przeczyta i zrozumie do czego może doprowadzić taka relacja. Gdyby nie moi przyjaciele może już nie miałaby kto tego napisać nawet. Czuje się jak człowiek bez celu bo tak to działa.. wykorzystanie naiwności i wiary drugiego człowieka..mam nadzieję że wszystkie osoby które się zetkną z taką relacja będą potrafiły wstać kiedys. Fajnie że trafiłem na tą stronę.podzielnie się ta historia bardzo mi pomogło
Może na zakończenie jeszcze dodam, że oczywiście w międzyczasie zaniedbałem rodzinę i przyjaciół bo ona była najważniejsza dla mnie, bo chcialem jej więcej ale musiałem się bardziej starać.. zaniedbałem finanse bo przecież ona jest tego warta. Z osoby która płaciła za posiłki gdy ja płaciłem za pokój nie było nic. Nie pytała w ogóle o to. A wspólne plany na przyszłość bycie żona brzmiały na zasadzie jakoś to będzie. Żadnych konkretów gdy ja chcialem budować. Stać stabilnie. Wiedzieć co dalej. Ale nie to ja wyolbrzymialem. A ja tylko coraz bardziej się bałem. Uciekajcie jeśli kogoś takiego spotkacie, nawet jeśli Wam go szkoda
Czytam wasze przeżycia i wiem co czujecie , bo ja też byłem w związku z narcyzką , zakończyła relacje po dwóch latach zwiazku , tak z dnia na dzień , obwiniała mnie za rozpad zwiazku , a czym więcej pytałem się dlaczego to za każdym razem miała inny powód do rozstania , wtedy przejrzałem na oczy przeanalizowałem jej zachowanie i z kim miałem doczynienia. Naprawde ciężko jest , czasem mam wyrzuty sumienia że mogłem się postarać lepiej w tym związku , ale dłużej myśląc, to dochodzi głos rozsądku że to by nic nie zmieniło , byś był człowiekiem z charakterem ten związek by się zakończył wcześniej, byś był bardziej uległy to by się ciągnęło dłużej, a koniec byłby zawsze taki sam. Trzymajcie się życzę wam szybkiego powrotu do równowagi i uciekajcie jak ktoś wam się taki trafi w życiu.